Recenzje

  • A Clear Midnight - Weill And America

    Weillowski projekt pianistki Julia Hülsmann narodził się w 2013, kiedy to z inicjatywy Kurt Weill Festival w Dessau artystka przygotowała wraz ze swoim kwartetem oraz wokalistą Theo Bleckmannem projekt z kompozycjami niemieckiego kompozytora, a także kilkoma autorskimi do słów Walta Whitmana. Od tamtej pory skład koncertował z tym materiałem i rok później muzycy spotkali się w studiu w Oslo, by pod producencką wodzą Manfreda Eichera zarejestrować go na krążku.

  • Battle Pieces

    Nadeszło nowe pokolenie trębaczy. Rzecz jest przesądzona, starsi i najstarsi mistrzowie tego instrumentu, twórcy zasłużeni pewnie zaczęli czuć oddech młodego pokolenia, grupy twórców takich jak, z muzyki bardziej ukierunkowanej na jazz, Ambrose Akinmusire czy Avishai Cohen, czy twórców zagarniających swoimi umiejętnościami i przede wszystkim zainteresowaniami, możliwie najszerszą jak się da paletę stylistycznych inspiracji. W tym gronie są tacy muzycy jak Kirk Kanufke, doskonale znany nam Peter Evans i trochę mniej znany u nas od niego Nate Wooley.

  • Black Bones

    W ubiegłym roku Mikołaj Trzaska pojawił się na kilku interesujących albumach nagranych w rozmaitych nowych dlań konfiguracjach. Płyty takie jak Tar & Feathers, 10 Chamber Kingdoms, In This Moment czy też Sleepless in Chicago raz jeszcze przekonały o jego nieustającej chęci do poszerzania horyzontów oraz nawiązywania nowych muzycznych przyjaźni. Im bardziej jednak podobna droga wzbogaca, z tym większą radością wraca się do tego, co najbardziej osobiste.

  • Christ Everlasting

    Spóźniłem się niewybaczalnie na ostatni koncert tria Charlesa Gayle’a w Warszawie. W Pardon, To Tu, oczywiście. Nic mnie nie tłumaczy, ale na swoje szczęście zdążyłem na ostatnie pół godziny występu, promującego „Christ Everlasting” - nowy album amerykańskiego saksofonisty, legendy free jazzu i jego tria – Ksawery Wójciński na kontrabasie, Klaus Kugel na perkusji. Przebiłem się prawie pod scenę, na której Gayle pochylony ku ziemi, złamany w pół, wykrzykiwał saksofonem swoje pieśni gospel, przebrane za free jazz.

  • Sadao Watanabe

    Japonia wydaje się szalenie ciekawym terytorium do poszukiwań muzycznych. To tam godzinne wykonania utworów nagrywał Coltrane, to stamtąd pochodzi niezwykły, podchodzący pod rejony spiritual-jazzu album koncertowy Carlosa Santany - "Lotus", to tam wydawane były płyty Milesa, Hubbarda czy Hancocka, które nie ukazywały się przez lata w żadnym innym kraju. Do legendy przeszła też japońska awangarda.
     
  • John Zorn - Valentine’s Day

    John Zorn na jednym ze swoich ostatnich albumów Valentine’s Day uległ presji wydawania naprędce, kolejnego materiału. Nawet jeśli jesteś wizjonerem muzyki eksperymentalnej, rachunku prawdopodobieństwa nie oszukasz. Zorn od pięciu lat wydaje minimum cztery płyty rocznie. To średnio jeden album na dwa, trzy miesiące. Nie każdy z nich musi być wybitny i przełomowy. Ba. Któryś z nich może być po prostu przeciętny. 

  • The Complete Arista Recordings of Anthony Braxton

    Obiektywne omówienie "The Complete Arista Recordings Of Anthony Braxton" wymaga na wstępie nowego zdefiniowania pojęcia "Kompletnej Dyskografii". Otóż bowiem rzeczony 8-płytowy box nie zawiera bynajmniej pełnego zestawu nagrań Braxtona dla wytwórni Arista, nie został także uzupełniony jakimkolwiek bonusem, zarejestrowanym ongiś w studiach wydawnictwa i odkurzonym obecnie, co na ogół bywa stałym elementem podobnych "kompletnych nagrań". Nie znajdziemy tu także tzw.

  • Hidros 6 – Knockin’

    12 zapaleńców improwizacji właśnie dokonało kolejnego dzieła: obszernie wydany materiał, w postaci ośmiu albumów (w tym film DVD, dwa LP i pogrupowane nagrania solo).  Hidros 6 – Knockin’ to materiał nagrany przez NU Ensemble, Matsa Gustaffsona. Dziwny i hałaśliwy free jazz od zawsze wydawał mi się interesujący. W tym przypadku jest nie tylko ciekawy, ale też niebywale estetyczny. To po prostu kawał dobrej muzyki.

  • Return of the Jazz Communicators

    Gdy sięga się po nowy album artysty mającego za sobą przeszło pięć dekad muzycznej kariery – jak jest to w przypadku Louisa Hayesa – to obok naturalnego zainteresowania płytą, ktoś mógłby też powątpiewać w to, czy tak doświadczony muzyk może mieć jeszcze cokolwiek ciekawego do zaoferowania swoim słuchaczom.

  • Tear The Roof Off

    Grooviący funk, elementy drum ’n’ bass, popisy MC, zabawa elektroniką – wszystko spięte jazzową klamrą.  Tear The Roof Off, to tytuł drugiego albumu Schmidt Electric.  Na albumie, zmianie uległa nie tylko nazwa dotychczasowego składu Piotra Schmidta (dawniej – Piotr Schmidt Electric Group). Pojawiła się również konwencja rozszerzenia granic polskiej sceny jazzowej. Czy te aktualizacje wyszły muzykom na dobre?

  • Lightning Over Water

    Ken Vandermark i Paal Nilssen-Love są trochę jak stare dobre małżeństwo. Pracują ze sobą w różnych konstelacjach już tak długo i znają się tak doskonale, że jeden drugiego nie jest już chyba w stanie niczym muzycznie zaskoczyć – a mimo to wciąż się sobą nie znudzili. Najcelniej bodaj świadczy o tym ich długoletnia działalność w duecie, w przypadku której trudniej niż gdzie indziej o częste urozmaicenia czy też nowe inspiracje. A jednak – chociaż od zestawienia Vandermark/Nilssen-Love panowie robią sobie coraz dłuższe przerwy, to na zawieszenie tej formuły na razie się nie zanosi.

  • Aura

    Aura, najnowsza płyta RGG jest wielkim sukcesem zespołu. Wiadomo wydać album w OKEH Records, w wydawnictwie istniejącym od 1918 roku, która wydawała niegdyś Louisa Armsotornga, niedocenianego u nas ciągle Bixa Beiderbecka czy wielkiego Ahmada Jamala, a teraz błyszczy albumami Sonny’ego Rollinsa, Billa Frisella, Dee Dee Dridgewater czy Branforda Marsalisa to jest coś.

  • Qui Pro Quo

    Qui pro quo to łacińska sentencja oznaczająca nieporozumienie będące efektem wzięcia kogoś za inną osobę. Równie dobrze pomyłka może dotyczyć rzeczy czy zdarzeń. Takie błędy zdarzają się nam niemal na każdym kroku, wywołując niekiedy zabawną konsternację.

  • Essence of Mystery

    W cieniu Billy’ego Cobhama, dysponującego najpotężniejszym brzmieniem i grającego najbardziej widowiskowo perkusity, żyło sporo wysokiej klasy perkusistów. Cobham zbratał się jednak z McLaughlinem i wspólna gra w Mahavishnu zapewniła mu dożywotnią populnarość. Mouzon z Coryellem aż tak dużego szczęścia nie mieli. Ale tak naprawdę nie wiem co stanęło na przeszkodzie, żeby Mouzon był wymienieny chórem obok Billa, bo grał iście po wirtuozowski – raz szybko i głośno, raz z etniczną delikatnością.

  • The String of Horizons

    Powiem szczerze, że powiedzenie czegokolwiek o tej płycie wymagało ode mnie przesłuchania jej wiele razy. A i tak trudno o niej mówić. Bo jest to płyta wymagająca. Wymagająca przez to, że doskonała i jednocześnie niełatwa.

Strony