Wallace Roney – podopieczny największych

Autor: 
Maciej Krawiec
Zdjęcie: 

Jak Stany Zjednoczone długie i szerokie, tak trębaczy w tej ojczyźnie jazzu nie brakowało i zapewne długo brakować nie będzie. Trąbka to instrument naznaczony przez historię gatunku; artystyczny oręż legendarnych jazzmanów z Louisem Armstrongiem na czele. Pośród muzyków, którzy wybrali ten właśnie instrument, są tacy, których talentowi los dopomógł w stopniu niebagatelnym: muzyczna rodzinna, zaprzyjaźnieni artyści, wpływowi mentorzy. Pod tym względem szczególnie dużo szczęścia miał Wallace Roney – muzyk, który swe obiecujące umiejętności mógł szkolić pod okiem największych: Clarka Terry'ego, Dizzy'ego Gillespiego czy samego Milesa Davisa.

 

Ale zanim Roney trafił pod ich skrzydła, miał za sobą edukację muzyczną rozpoczętą w piątym roku życia. Szybko przekonano się, że jest to cudowne dziecko ze słuchem absolutnym. Już w wieku siedmiu lat otrzymał stypendium w Settlement School of Music. Nauka przebiegała intensywnie i, co najważniejsze, przynosiła efekty: mając dwanaście lat, Roney został najmłodszym muzykiem zespołu dętego w Filadelfii, w którym grali członkowie Philadelphia Orchestra. W tym okresie młody trębacz poznał pierwszego ze swych wielkich mentorów, Clarka Terry'ego, który kładł szczególny nacisk na technikę, artykulację i panowanie nad oddechem.

 

 

Kolejny etap nauki wiązał się z przeprowadzką Roneya z rodzinnej Filadelfii do Waszyngtonu, gdzie uczęszczał do Duke Ellington School of the Arts. Tam jego najważniejszym nauczycielem był muzyk Baltimore Symphony – Langston Fitzgerald. Roney nie musiał długo czekać na pierwsze oferty pracy: już gdy miał 15 lat, otrzymał propozycję gry w zespole Arta Blakeya, z której jeszcze wtedy nie skorzystał. Spędzał wiele czasu z takimi muzykami, jak Sam Jones, Billy Higgins czy Cedar Walton, z zespołem którego przez pewien czas mimo bardzo młodego wieku występował. Gdy miał 16 lat, Roney spotkał Dizzy'ego Gillespiego, który okazał się być kolejnym mistrzem nastoletniego trębacza. Dzięki niemu nauczył się jeszcze więcej, przede wszystkim w zakresie zaawansowanych technik gry i sztuki improwizacji. W owym czasie Roney bywał regularnie w Nowym Jorku, gdzie pracował z Phillym Joe Jonesem, a także kolejnym innym ważnym mentorem: Woodym Shawem.

 

 

Po ukończeniu Duke Ellington School of the Arts Roney nie osiadł na laurach: kontynuował naukę, uczęszczając się do Howard University, Berklee School of Music oraz na prywatne kursy do Donalda Reinhardta. Wkrótce jednak poświęcił się już zawodowemu życiu muzyka: dołączył do Jazz Messengers Arta Blakeya, grał również z Joe Hendersonem czy Abdullahem Ibrahimem. W roku 1983 na jego drodze stanął ten, któremu zawdzięcza najwięcej: Miles Davis. Słynny artysta patronował wielu karierom młodych muzyków; sam fakt gry z nim, by użyć słów Marcusa Millera, był jak dyplom uniwersytecki. Roney był jednak jedynym trębaczem, któremu Davis poświęcił tyle uwagi. Praca nad melodią, kreatywność, odwaga – to były główne lekcje, które dał młodemu trębaczowi Davis.

 

 

Kolejne lata przyniosły następne istotne dla kariery Roneya wydarzenia: m.in. dołączenie do kwintetu Tony'ego Williamsa, koncerty z Ornettem Colemanem, a także słynny występ z Milesem Davisem na festiwalu w Montreux w 1991 roku, gdzie – pod batutą Quincy'ego Jonesa i z udziałem podwójnego bigbandu – wykonane zostały utwory Davisa w aranżacjach Gila Evansa sprzed kilku dekad. Po śmierci Milesa w tym samym roku Herbie Hancock, Wayne Shorter, Ron Carter i Tony Williams zaprosili Roneya do udziału w projekcie „A Tribute to Miles”, którego owocem był nagrodzony Grammy album, a także seria koncertów. Z biegiem lat Roney zaczął przywiązywać coraz większą wagę do projektów solowych – dziś ma na koncie kilkanaście albumów w różnych stylistykach: hardbopowej, fusion, funkowej czy hip-hopowej. Wciąż jednak przyjmuje zaproszenia do gry w innych zespołach, np. Jimmy'ego Cobba, Chicka Corei i Herbie'go Hancocka.