When The Hills Run Across The Fields – Live In Nickelsdorf

Autor: 
Andrzej Nowak (Trybuna Muzyki Spontanicznej)
Ab Baars, Terrie Ex & Kaja Draksler
Wydawca: 
FSRecords.net
Dystrybutor: 
FSRecords.net
Data wydania: 
25.03.2022
Ocena: 
5
Average: 5 (1 vote)
Skład: 
Ab Baars: tenor saxophone, clarinet, shakuhachi Terrie Ex: guitar Kaja Draksler: piano

Na jednym z najciekawszych europejskich festiwali muzyki kreatywnej, austriackich Konfrontacjach w Nickelsdorfie, lądujemy dokładnie w roku 2018. Na scenie trójka muzyków - dwóch prawdziwych weteranów holenderskiej sceny improwizowanej, jeden pełnokrwisty jazzman, drugi tytan punkowej gitary, a wraz z nimi dużo od nich młodsza pianistka, ścisłe związana z tamtejszą sceną, ale pochodząca ze Słowenii, artystka, której przy odrobinie semantycznej swobody śmiało możemy przypisać miano wschodzącej gwiazdy gatunku.

Mimo różnic pokoleniowych i estetycznych muzycy znają się świetnie, grali ze sobą w przeróżnych konfiguracjach personalnych i artystycznych, ale niewykluczone, iż w takim dokładnie trio grają po raz pierwszy. Zatem złota zasada Dereka Baileya może zadziałać! A jak się okazuje po odsłuchu – zadziałała ze świetnym skutkiem! W ręce muzyków oddajemy się na niecałe 40 minut, z góry zaznaczając, iż każda z nich warta będzie naszej wzmożonej uwagi.

 

Otwarcie koncertu przypomina stąpanie gołą stopą po zroszonej deszczem łące. Spokojne klawisze piana, wysoko podwieszony tenor i przeciągane struny gitary, doposażonej w niemały prąd. Niezobowiązujące small talks wydają się być wstępem do czegoś bardziej kompulsywnego, ale na razie to jedynie przypuszczenia, albowiem dłuższe zdania urywane są na ogół w pół słowa. Pianistka od czasu do czasu zagęszcza swój flow, saksofonista śpiewa i pokrzykuje, gitarzysta szuka pierwszych zadziornych fraz. Oto post-classic spotyka Aylera podpartego post-rockiem. Co ciekawe, ośrodkiem dowodzenia w zakresie dynamiki ekspozycji zdaje się być nade wszystko Kaja. Ab i Terrie jątrzą, ale podają się jej dyktatowi. W okolicach 10 minuty Pani Kapitan zarządza krótkie, bardzo spokojne solo gitary, a po nim otwiera fazę drobnych preparacji i subtelnej wymiany zdań. Emocje i dynamika rodzą się tu jakby mimowolnie. Każdy frazuje coraz gęstszym ściegiem, każdy zdaje się wypuszczać nagromadzone w płucach powietrze. Eksplozja godna free jazzu jest w takiej sytuacji jedynie kwestią czasu. Kaja atakuje z wnętrza piana, Ab stawia na kompulsywną ekspresję, Terrie brnie w efektowne sprzężenia i bluzga krwią. Szczyt zostaje osiągnięty w mgnienia oka, po czym muzycy swobodnie lądują w oparach ciszy.

Chroboczą fortepianowe młoteczki, oddychają saksofonowe dysze, struny gitary błyszczą w księżycowej poświacie. Oto ze spokojnych, wyważonych fraz budowana jest nowa opowieść. W okolicach 20 minuty kierunek podróży wskazuje na kolejne wzniesienie. Tempo jest jednak pod pełną kontrolą muzyków, a dawki ekspresji na razie głęboko skrywane. W ustach Aba pojawia się klarnet, który z całej tej łobuzerskiej czeredy wydaje się być najmniej cierpliwy. Tymczasem piano szumi, a gitara szuka brudu pomiędzy strunami. Powrót do fortepianowych klawiszy daje tu sygnał do budowania czegoś znacznie potężniejszego. Po 25 minucie śmiało możemy skonstatować, iż artyści pną się ku górze. Narracja dostaje niemal tanecznej dynamiki, a rozkazy znów idą wprost z klawiatury. Nowy szczyt staje się udziałem wszystkich muzyków, choć wkładu dźwiękowego klarnetu nie słyszymy zbyt wyraźnie. Wraz z wybiciem 31 minuty scenę na powrót spowija gęsta cisza. Pojawia się japoński flet, który przez moment zostaje sam. W tle towarzyszą mu jedynie nanofrazy gitary. Pianistka głęboko oddycha, nie jest skora do wydawania innych dźwięków, zdaje się, że w trakcie finalizacji koncertu jej rola sprowadzi się jedynie do postawienia kropki nad „i”. Ostatnia prosta pachnie post-ethno, to znak znamionujący pytanie, na które artyści nie zdążą już znaleźć odpowiedzi.

 

 
 

 

1. When The Hills Run Across The Fields