Jeanne Lee – po prostu artystka

Autor: 
Marta Jundziłł
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat. promocyjne

Performance to  rodzaj występu artystycznego, który w Polsce cieszy się olbrzymią popularnością stosunkowo niedługo. Sztuka przez wielkie Sz: muzyka, poezja, choreografia z elementami show i często z głębokim przesłaniem. Kto by pomyślał, że największa jazzowa performerka swoje pierwsze występy wykonywała... ponad 50 lat temu. Jeanne Lee – to wielka artystka, która zamiast na popularność zawsze stawiała na jakość i niepowtarzalność. Dziś obchodziłaby 77 urodziny.

Jeanne Lee uchodzi za piosenkarkę, jednak trudno postawić ją w jednym szeregu z Ellą Fitzgerald, Abbey Lincoln, czy innymi jazzowymi divami ubiegłego stulecia. Jeanne Lee nie była bowiem wokalistką. Nie była też tancerką, choreografką, poetką, pisarką czy kompozytorką. Była po prostu artystką. Pełnowymiarową, nieograniczoną i wszechstronną. Studiowała psychologię rozwojową, literaturę i taniec. Współpracowała z największymi twórcami ówczesnej sceny jazzu improwizowanego. Śpiewała na dziesiątki sposobów, w zależności od muzyków z którymi współpracowała, tworzonego materiału i osobistych preferencji w danej chwili. Jej elastyczność zawsze stanowiła olbrzymi atut i nie była doceniona, tak jak być powinna.


Artystka zaliczana jest do grona wokalistek, lecz tak na prawdę nagrała bardzo mało materiału jako liderka-wokalistka. Jeanne Lee uwielbiała za to współpracować, czerpać inspiracje i dzielić się swoimi pomysłami na tworzenie muzyki. Nie wychodziła przed szereg i czerpała satysfakcję z muzycznych kolaboracji, z wymiany punktów widzenia i podejścia do muzyki. I tak bardzo szybko wpadła w sidła Gunthera Hample’a. (Dosłownie, bo z czasem stała się jego żoną). Podczas wizyty w Europie, pod koniec lat 60 wieku nawiązała z nim współpracę muzyczną, w roku 1969 nagrała płytę „Gunter Hampel Group + Jeanne Lee”. Był to pierwszy z ponad 20 albumów nagranych przez tę dwójkę w ciągu następnych blisko 40 lat.

 

Gunter Hampel bardzo szybko pokazał Jeanne Lee świat ówczesnego europejskiego jazzu, który z wzajemnością pokochała. Już po trzech latach od wydania debiutu z Hampelem, Jeanne Lee nagrała płytę z Anthonym Braxtonem. Ich album „Familie” (1972)  to tak naprawdę jeden, zaawansowany improwizacyjnie utwór trwający blisko godzinę. Kolejnym wielkim jazzmanem, który zaangażował Jeanne do swojej muzyki był  Archie Sheep. Ich pierwszy album „African Moods” to zbiór standardów jazzowych w nieoczywistej odsłonie, w której zdecydowanie dominuje dwoje solistów: saksofon i wokal. Album to zbiór amerykańskich, dobrze znanych standardów jazzowych. Ale nawet na takim, wydawać by się mogło oczywistym materiale, Jeanne Lee demonstrowała uwielbienie do zmienności wykonawczej. Artystka uwielbiała mieszanie wokalnych technik: śpiewała ilustracyjnie, szeptała, nuciła, pomrukiwała, miksowała rejestry, melorecytowała, czasem krzyczała, a w najmniej oczekiwanym momencie zaczynała zwyczajnie śpiewać. Wówczas mało która z wokalistek rezygnowała z melodyjnego prowadzenia utworu na rzecz eksperymentów głosowych.

Pierwszy solowy album Jeanne Lee to „Conspiracy”, wydany w 1972. Już wtedy artystka czerpała odległe muzyczne inspiracje ( w przypadku tego albumu - Indie, Tybet), a wyrazowo eksperymentowała ze sposobem wydobywania dźwięku. Przez następne ponad 20 lat, Jeanne  próbowała zmierzyć się z materiałem autorskim. Zawierał on elementy literatury, poezji, wyrazowej awangardy, zaawansowanej formy muzycznej. Ciekawym projektem z rozdziału stricte wokalnego Jeanne Lee jest album „Sorrow is not forever” nagrany wraz z Urszulą Dudziak (tą Urszulą Dudziak!), Bobby’m McFerrinem, Jayem Claytonem i Lauren Newton.

Projektów, którym Jeanne Lee współtowarzyszyła jest niesłychanie wiele. Można by utworzyć z nich pokaźną listę, ale Jeanne Lee nigdy nie zależało na ilości nagrań, czy sukcesie na wielką skalę. W swojej twórczości kierowała się jakością dźwięku, jego nieoczywistym brzmieniem i uniwersalnym zastosowaniem. Zmarła w 2000 roku, pokonana przez raka. Właśnie mija 17 rok od jej śmierci, a mimo to, do tej pory nie potrafię wskazać kontynuatorki muzyki tworzonej przez Jeanne. Na taki talent musimy widocznie jeszcze trochę poczekać.