Gary Burton – legenda wibrafonu

Autor: 
Aleksandra Galewska
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat. promocyjne

Jest legendą wibrafonu, wieloletnim dziekanem prestiżowej uczelni Berklee College of Music, a także człowiekiem, który pomógł na początku kariery samemu Patowi Metheny’emu. Historią Gary’ego Burtona można by obdzielić wielu muzyków. Biografia Gary’ego Burtona jest bardzo bogata. Jest uznawany za jednego z najbardziej uzdolnionych improwizatorów na świecie, ma na koncie ponad 60 płyt, z których 21 uzyskało nominację do nagrody Grammy. Burton zdobył 7 statuetek w ciągu ponad 40 lat kariery.

Samouk

Jako pierwszy wprowadził grę czterema pałeczkami zamiast dwiema. Dzięki takiej technice wibrafon zaczyna brzmieć jak fortepian. Cztery pałeczki dodają instrumentowi mocy i głębi, a styl wprowadzony przez Burtona w efekcie doprowadził do powstawania coraz bardziej skomplikowanych sol wibrafonu. Nazwiskiem Burtona nazwano specjalny uchwyt, który umożliwia ten bardziej skomplikowany sposób grania, zespoły jazzowe zyskały za jego pośrednictwem ciekawą alternatywę dla fortepianu czy gitary. Wystarczy opanować następujące trzymanie: jedna pałeczka między kciukiem i palcem wskazującym, druga obok, pomiędzy wskazującym a środkowym. Trzonki krzyżują się na środku, a ich końce wychodzą poza same dłonie. Jeżeli odległości między dźwiękami są większe, wtedy wystarczy przesunąć odpowiednio kciuk, zakrzywić palce i gotowe. Gra się pełnym Burtonem.

Gary Burton od dziecka ćwiczył na wibrafonie, a także na marimbie. W wywiadach przyznaje, że jego rodzeństwo (brat i siostra) i ojciec także byli muzykalni. Wszyscy grali na fortepianie, ale kiedy Gary miał 6 lat i przejawiał spory muzyczny potencjał (potrafił rozpoznać fałsz, gdy siostra grała po drugiej stronie domu), a w sąsiedztwie pojawiła się pewna nauczycielka obu tych mniej typowych dla początkujących muzyków instrumentów (nazywała się Evelyn Tucker), rodzice wysłali go na naukę. Niedługo później kupili mu własną podstawową wersję marimby do ćwiczeń, a następnie pełen zestaw razem z wibrafonem. Ojciec zbudował mu specjalny podest, by mały Gary mógł dosięgać płytek. Nauka trwała dwa lata, chłopak zdążył zdobyć w 1951 roku pierwsze miejsce w krajowym konkursie marimby, ale potem rodzina przeprowadziła się do Princeton i w nowej szkole zamiast wibrafonu był tylko werbel. W 1954 roku w wieku 12 lat Burton trafił na płytę sekstetu Benny’ego Goodmana i utwór „After You’ve Gone”. To dzięki niemu przyszły wirtuoz wibrafonu jeszcze bardziej poświęcił się improwizacji. Po latach przyznaje z uśmiechem, że prawdopodobnie jego pierwsza nauczycielka, pani Tucker, mogła być jednym z najbardziej skutecznych sprzedawców wibrafonów w lata 50. XX wieku. Miała tak wielu uczniów, z których każdy kupował własny instrument, że gdyby tylko współpracowała z jakimś producentem (np. najbardziej znaną wówczas fabryką wibrafonów Musser), mogłaby utrzymywać się z samych prowizji od sprzedaży.

 

Życie pisze najlepsze scenariusze

W nowym miejscu Burton nie miał nauczyciela, ale zupełnie mu to nie przeszkadzało. W szkole ćwiczył na werblu, ale w domu nagrywał grę na wibrafonie na szpulowy magnetofon. Wspomina to jako grę z całym zespołem. Sklejał własne utwory z kolejnych partii, wszystko dogrywając samemu. Dnie spędzone na doskonaleniu umiejętności z magnetofonem i metronomem pozwoliły mu na osiągnięcie stanu, w którym nie musiał się zastanawiać nad tym, co robi, ale grać podświadomie, przetwarzając muzyczne dane z ogromną prędkością.

Jedna z pierwszych muzycznych imprez, zlot zespołów jazzowych pod koniec lat 50. XX wieku na uniwersytecie stanu Indiana sprawiło, że zagrał przed sekstetem samego Milesa Davisa. Burton przyznaje po latach, że wtedy nie rozumiał muzyki mistrza, że dla niego Miles brzmiał jak trębacz z rozstrojonym instrumentem. Potem były kolejne lata ćwiczeń i następna przeprowadzka, tym razem do Nashville, stolicy muzyki country. Burton spędził tam kilka miesięcy przed rozpoczęciem studiów w Berklee College of Music, ale traf chciał, że podczas występów w krainie country jego talent zauważyła wytwórnia RCA. W wieku 17 lat podpisał profesjonalny kontrakt, który nie tylko pokrywał koszty utrzymania podczas studiów, ale zobowiązywał Gary’ego do nagrania jednej płyty podczas każdego roku nauki.

 

Współpraca z Patem

Później było już tylko lepiej. W latach 60. XX wieku Burton z powodzeniem łączył jazz z pozoru niezwiązanymi z nim rodzajami muzyki. 1960 przyniósł połączenie jazzu z muzyką country, 1964 z bossa novą, wreszcie w 1967 pierwszą poważną fuzję jazzu i rocka. Wszystko przepełnione świeżością i niespotykanym wcześniej stylem. Grał z największymi: Keithem Jarrettem, Chickiem Coreą, Stevem Lacy’m, Stanem Getzem, Herbiem Hancockiem, Wolfgangiem Muthspielem, Stephanem Grappellim i legendą tanga Astorem Piazzollą. Do jednych z jego największych osiągnięć należy także pomoc w ugruntowaniu talentu i ułatwieniu startu wschodzącej gwieździe świata gitary, Patowi Metheny’emu. Początek współpracy obu muzyków miał miejsce w szkole w Berklee. Burton przez ponad 30 lat był związany z tą uczelnią, najpierw uczył się tam w latach 1960-61, dziesięć lat później wrócił jako wykładowca perkusji i improwizacji. Następnie pełnił funkcję dziekana, wreszcie wiceprezydenta Berklee. Niedługo po otrzymaniu własnej katedry pod skrzydła Burtona trafił 18-letni wówczas Pat Metheny. Jako wykładowca-asystent wibrafonisty Metheny zbierał kolejne doświadczenia muzyczne, by dołączyć chwilę później do zespołu Gary’ego Burtona. Dzięki współpracy z innym gitarzystą Burtona, Mickiem Goodrickiem, Metheny stawał się coraz bardziej znany na świecie, by wreszcie w 1976 roku rozpocząć własną karierę.

Unikalny styl Burtona pozwalał innym na wszechstronne wykorzystywanie brzmienia wibrafonu. Dzięki temu w 1964 roku wszedł na miejsce gitarzysty w zespole Stana Getza i był w stanie dostroić się do modnej wówczas bossa novy i samby. Wystąpił nawet w filmie „Get Yourself a College Girl”, który wylansował przebój Astrud Gilberto „The Girl from Ipanema”. Jako członek kwartetu Getza wygrał nagrodę dla „talentu zasługującego na szersze uznanie („Talent Deserving of Wider Recognition”) magazynu Down Beat w 1965 roku. 3 lata później ten sam magazyn przyznał mu tytuł jazzowego muzyka roku. Został najmłodszym laureatem tej nagrody w historii i właśnie rozpoczynał działalność kwartetu pod własnym nazwiskiem. Kolejne lata przynosiły płyty utrzymane w klimacie połączenia jazzu i rocka. Pierwsze Grammy Burton zdobył w 1972 roku, siedem lat później zdobył kolejne dzięki współpracy z Chickiem Coreą, a przez kolejne 30 ta kooperacja przyniosła 4 kolejne statuetki. W sumie Burton na koncie ma 21 nominacji i 7 statuetek Grammy.

 

Przypadek nazywa się Chick Corea

Burton zasłynął jako lider swoich formacji w latach 60. I 70. XX wieku, to tak naprawdę międzynarodową gwiazdą stał się dopiero dzięki wspominanej współpracy z Chickiem Coreą. Jak zwykle w świecie wielkich muzyków o poznaniu się tych największych decydował przypadek. Coreę zasugerowano Burtonowi na miejsce dotychczasowego gitarzysty, Larry’ego Coryella. Chick akompaniował wówczas Sarze Vaughan, ale czuł, że potrzebuje zrobić coś więcej, ponieważ w ówczesnym składzie nie było miejsca na improwizacje i własne kompozycje. Burton przyznaje po latach, że zagrał z Coreą kilkanaście koncertów, ale nie grało się wspólnie komfortowo. Każdy miał swój własny pomysł i choć muzycznie było dobrze, dla samych muzyków już nie było dość inspirująco. Współpraca obu wirtuozów i tak miała dojść do skutku, ale dopiero po kilku latach. Zanim to się stało, Corea dołączył do zespołu Milesa Davisa.

Burton i Corea zetknęli się kolejny raz także przez przypadek. Obaj występowali ze swoimi składami w Niemczech, a organizator nalegał na jam session po koncertach.  Zgadzało się na to tylko dwóch muzyków – Gary i Chick. Od słowa do słowa  i z każdym kolejnym taktem okazywało się, że przerwa dobrze zrobiła im obu. Burton i Corea grający razem bardzo spodobali się publiczności, mimo iż grali utwór napisany kilka godzin wcześniej przez pianistę. Kilka miesięcy później postanowili nagrać wspólnie płytę – był to pierwszy krążek duetu, który zdobył łącznie 5 nagród Grammy. „Crystal Silence” wydała w listopadzie 1972 roku wytwórnia ECM. Producentem był sam Manfred Eicher. Muzycy byli zaskoczeni tym, jak dobrze im się razem grało, a Burton przyznawał, że nie do końca zdaje sobie sprawę, co mogło wpłynąć na to, że nie zgrali się za pierwszym razem, lata wcześniej. Płyta „In Concert” (także wydana przez ECM), stanowiąca zapis koncertu w Zurychu, wciąż jest dla Burtona jedną z najbardziej ulubionych. A nagrana została, a jakże, przypadkiem – według Burtona nikt nawet nie planował rejestrować tego koncertu, sprzęt do nagrywania ustawiony był dla kogoś innego, a muzycy po prostu poprosili o włączenie nagrywania. Nie mogło być inaczej, „In Concert” także przyniosła nagrodę Grammy (za najlepszy album jazzowy w 1982 roku). Burton i Corea grają razem już ponad 40 lat.

Grając cool jazz, fusion, swing, bop i wiele innych rodzajów muzyki, Burton nigdy nie był przewidywalny. „Niektórzy muzycy czują się świetnie w jednym stylu i tego się trzymają. Mają bardzo rozpoznawalny styl i trzymają się ram w ciągu swojej kariery. Przeciwnym rodzajem muzyka jest niespokojny duch, który ciągle poszukuje, poznaje coś nowego. Taki, który gra z orkiestrą, jedzie do obcego kraju i poznaje tamtejszą muzykę, wraz z nią wrażliwość. Ze wszystkiego wynosi szeroki wachlarz dalszych możliwości” – opowiada o swoim podejściu Gary Burton. Bez wątpienia jest  takim poszukiwaczem, który poznawał wszystko: od tanga, przez muzykę symfoniczną, po różne gatunki jazzu. Dzięki temu podtrzymywał swoją fascynację muzyką. Chick Corea według Burtona ma podobnie: „Jest facetem, który poznaje nowe obszary i korzysta z tego, co poznał wcześniej. To zależy od natury i osobowości” – mówi wibrafonista.

 

Nowy „Nowy Kwartet”

Oczywiście Gary Burton nie byłby sobą, gdyby ponad 40 lat współpracy z Coreą, 30 lat spędzonych na uczelni Berklee i dziesiątki rozmaitych formacji oraz współpracy muzycznej miały mu wystarczyć. Wciąż jest aktywnym wykładowcą i dla uczelni udziela się za pośrednictwem nowego medium, Coursery, czyli internetowych kursów dostępnych dla chętnych na całym świecie. Wykłada w sieci improwizację jazzową. Swój najnowszy muzyczny skład po raz kolejny nazywa „nowym”, ale – jak sam przyznaje – ostatni raz występował jako „New Quartet” w 1973 roku i po blisko 40 latach przerwy może wrócić do podobnej nazwy. Do nowego „New Quartetu” zaprosił gitarzystę Juliana Lage’a, perkusistę Antonio Sancheza i basistę Scotta Colleya. Mimo młodego wieku (rocznik 1987), Lage gra z Burtonem już ponad 10 lat, od dziecka wykazywał ogromny talent muzyczny. Gdy miał osiem lat poświęcono jego umiejętnościom film dokumentalny, a wibrafonista pierwszy raz usłyszał go, gdy Lage miał 12 lat i występował w materiale Grammy promującym edukację jazzową. Pierwsza płyta zatytułowana „Common Ground” ukazała się w 2011 roku, obecnie Burton koncertuje po całym świecie z materiałem z kolejnej, „Guided Tour”, wydanej rok temu. Wydawcą obu krążków jest Mack Avenue, kolejna wytwórnia w bogatej dyskografii Burtona. Pierwsze osiem lat nagrywał dla RCA Victor, pięć spędził w Atlantic Records, kolejne 16 w ECM, osiem płyt i osiem lat później rozpoczął współpracę z GRP records, wreszcie przedostatnią przez Mack Avenue wytwórnią było Concord Records.

Gary Burton osiągnął już praktycznie wszystko, co mógł, ale ciągle chce działać i tworzyć nowe dźwięki. Praca z „The New Gary Burton Quartet” daje mu możliwość dalszego rozwijania się i wsłuchiwania w pomysły członków zespołu. Przy pracy nad nowymi płytami Burton wybiera dwie kompozycje, które jego zdaniem w najlepszy sposób oddają pomysł na całe nagranie. W przypadku „Guided Tour” były to „Caminos” autorstwa Antonio Sancheza i „Helena” Juliana Lage’a. Jedyną zmianą obecnie jest to, że nowy kwartet może grać jedynie przez część roku. Przez dekady aktywny Burton, podczas nowych tras koncertowych wybiera te cieplejsze miesiące. Jednak nie ze względu na słabsze zdrowie, ale dlatego, że grają z nim najwięksi, których kalendarze są bardzo napięte. Możemy być pewni, że „The New Gary Burton Quartet” to nie ostatnia formacja stworzona przez znakomitego wibrafonistę.

Zresztą pomiędzy wydaniem pierwszej i drugiej płyty z kwartetem, Burton zdążył nagrać kolejną płytę z Chickiem Coreą, zdobyć za nią siódmą nagrodę Grammy (w kategorii najlepsze improwizowane solo w 2012 roku) oraz napisać autobiografię. Jeżeli chcielibyście dowiedzieć się o jego życiu więcej, warto sięgnąć po książkę „Learning to Listen: The Jazz Journey of Gary Burton” (czyli „Ucząc się słuchać: Jazzowa podróż Gary’ego Burtona”) wydaną w sierpniu 2013. W niej wspomnienia z 50 lat kariery na najwyższym poziomie i wiele anegdot z życia muzyka, który sam osiągnął najwyższy poziom i spotkał na swojej drodze wielu innych, wspaniałych wirtuozów.