Mutations

Autor: 
Andrzej Nowak
Don Malfon / Agustí Fernández / Barry Guy, bass
Wydawca: 
FSRecords.net
Data wydania: 
20.03.2020
Dystrybutor: 
FSRecords.net
Ocena: 
5
Average: 5 (1 vote)
Skład: 
Don Malfon, alto & baritone saxophones Agustí Fernández, piano Barry Guy, bass

Wspólne płyty Agusti Fernandeza i Barry Guya liczyć można zapewne w setkach sztuk, także ich spotkania trzyosobowe mają swoją wspaniałą historię. Jednakże ich lutowe spotkanie (Kultur-Schranne, Dachau, 2019) z hiszpańskim saksofonistą Donem Malfonem (alt i baryton; w paszporcie żyje, jako Alfonso Muñoz) jest pierwszym tego rodzaju przedsięwzięciem (choć grali razem w ramach jednej z edycji Liquid Quintet). Siedem swobodnych improwizacji, które śmiało mogą kandydować do miana … najgłośniejszych i najbardziej zadziornych pozycji w dyskografii doświadczonych muzyków. Także i młodziak z Barcelony może być z niej całkowicie dumny! Całość trwa 51 minut i 31 sekund.

Zaczynamy z grubej rury i tak będzie (z krótkimi przerwami) do końca tego koncertu! Ostre piano z wykorzystaniem klawiatury, trzeszczący, rezonujący ze wszystkim saksofon, wreszcie zwinne, free jazzowe pizzicato kontrabasu – narracja nabiera rumieńców od pierwszej sekundy, dość szybko zdaje się znajdować o krok od akustycznego hałasu. Alt tańczy, piano brnie w preparacje, gryf strunowca charczy boleśnie – każdy z muzyków dokłada tu cegiełkę do jakże smakowitego obrazu całości. Po kilku minutach alt brzmi niczym dziecięca piszczałka zmutowana promieniowaniem atomowym. Opowieść tria gna przed siebie lub niespodziewanie staje w miejscu, drży i hamuje jak suwnica przemysłowa. Im dalej w las, tym przybywa bardziej skupionych, często preparowanych fonii ze strony każdego muzyka. Jeśli otwarcie płyty było trzęsieniem ziemi, to dalej może być jeszcze lepiej! Druga opowieść na starcie zachowuje pozory łagodności – alt pośpiewuje, kontrabas i piano pląsają w formule open jazzu. Guy sięga po smyczek (będzie się działo!), Fernandez dyktuje tempo czarnymi klawiszami, a Malfon szuka śpiewnej zaczepki z tym drugim. Akcje, które skutkują wyłącznie dobrymi reakcjami – dramaturgiczne peaki i zmysłowe sanacje, z których jedna kończy utwór w post-jazzowej ciszy. Trzecia ekspozycja stawia nas ponownie do pionu. Coś szumi, chrobocze w pudle fortepianu, podczas gdy małe frazy kontrabasu budują napięcie. Nagle na scenie pojawia się baryton i zaczyna chrapać, a potem skowyczeć. Narracja buduje się wyjątkowo skrupulatnie, ale już po trzech minutach osiąga stan post-industrialnych emocji, jakich doświadczyliśmy w pieśni otwarcia - grzmoty czerstwej akustyki, repetycje i półmelodyjne zawodzenia.

Czwartą opowieść otwiera masywne piano percussion i saksofon. Smyczek drży z oczekiwania, rezonuje w poszukiwaniu ciszy. Akustyczny ambient, który zwiastuje nieuchronną katastrofę. Brak pośpiechu, dronowe frazy, liczenie strun i barokowy smyk w pięknym stylu ratują nam jednak skórę! Wejście w piątą improwizację zdaje się być wyjątkowo bolesne – wszyscy preparują, brną w gęstą narrację, pot leje im się po skroniach. Kolektywna kreacja eksploduje – piski, świsty, trzaski i rzężenia! Rodzi się rytm, ale dziwny, jakby znikąd – post-industrial heavy impro stawia stemple mocy i doskonałości. Całość zostaje zwinnie zgaszona do poziomu dźwięku pojedynczych strun. Brawo!

Piano preparowane perkusyjnym temperamentem Katalończyka budzi do życia przedostatnią opowieść. Tuba rży, parska i prycha, a kontrabas oddycha i schodzi poniżej poziomu morza. Krok z samego środka ciszy w bystrą kipiel emocji zajmuje muzykom kilka nanosekund. Akcje, reakcje, dewiacje – preparacje, moc percussion z każdego miejsca sceny, a potem fraza pięknego hałasu. Saksofon piszczy i świszczy budując bodaj najgłośniejszy fragment koncertu, ale Agusti przy pomocy białych i czarnych klawiszy tłumi wszystko do poziomu ciszy. Finałowa opowieść bynajmniej nie studzi emocji, a wręcz je wzmaga! Struny piana i kontrabasu imitują się wzajemnie, coś drży w tubie, znów nie wiadomo skąd dociera do nas coś na kształt rytmu. Tempo rośnie, ogień obejmuje już wszystkie kondygnacje – harshowy saksofon, szybkie piano i wulgarny post-barok kontrabasu! What a game! Muzycy są ze sobą razem aż po ostatni dźwięk, perfekcyjnie przygotowani na … burzę oklasków.

1. Mutations 1, 2. Mutations 2, 3. Mutations 3, 4. Mutations 4, 5. Mutations 5, Mutations 6, 7. Mutations 7