Mirror To Machaut

Autor: 
Maciej Karłowski
Samuel Blaser Consort In Motion
Wydawca: 
Songlines
Dystrybutor: 
Songlines
Data wydania: 
13.08.2013
Ocena: 
4
Average: 4 (1 vote)
Skład: 
Samuel Blaser - trombone Joachim Badenhorst - tenor, bass clarinet, clarinet Drew Gress - double bass Russ Lossing - piano, Rhodes, Wurlitzer Gerry Hemingway - drums, percussion

Właściwie nie ma większego sensu pisać recenzji najnowszej płyty Samuela Blasera i jego zespołu Consort In Motion zatytułowanej „Mirror TO Machaut”. Nie ma, ponieważ od prawie tygodnia album ten był dostępny na łamach Jazzarium do posłuchania bez jakichkolwiek limitów. Wiecie więc, zwłaszcza ci, którzy zadali sobie trud i zapoznali się z płytą, co zawiera, jak brzmi i co o niej myśleć. Tekst recenzji jest więc Wam niepotrzebny. Od biedy przydać się może chyba tylko tym, którym zabrakło odwagi, czasu i chęci słuchania. Potrzebny jest pewnie także wydawcy płyty. Najbardziej jednak chyba jest potrzebny mnie samemu.

Nie będę ukrywał, czekałem na tę płytę, jak na mało którą. Pierwsze spotkanie z Consort In Motion, sprzed dwóch lat, kiedy pretekstem powstania muzyki była twórczość włoskich mistrzów renesansu pozostawiła mnie w zachwycie i, co ważniejsze, sprawiła, że z muzyką zespołu zostałem na dłużej. Dla mnie to był jeden z najważniejszych albumów 2011 roku. Nie wiem czy takim będzie i ten, ale mogę przypuszczać, że tak, bo od kiedy płyta do mnie trafiła, jeszcze w formie elektronicznej, na długo zanim wydana została nakładem kanadyjskiej Songlines Records, nie opuszcza mnie ani na chwilę

Tak, jak poprzednio tu również idea jest podobna. Znaleźć przestrzeń wspólną pomiędzy muzyką dawną i współczesną improwizacją. Tak jak wówczas, tak i teraz pretekstem są kompozycje wielkich twórców z przeszłości, tyle, że teraz nie włoskiego renesansu, a francuskiej muzyki średniowiecznej. W zamian za Monteverdiego, Mariniego i Frescobaldiego mamy Machaut i Duffaya. I tak jak dwa lata temu dostajemy muzykę bez cytatów wprost, bez posłusznego rozgrywania konkretnych fragmentów z dzieł starych mistrzów. Zastępują je, niewielkie cytaty, melodie, poddane bardzo osobistej, śmiałej reharmonizacji, reinstrumentacji i kompletnie nieposłuszne wykonanie, sytuujące muzykę zamieszczoną na płycie jak tylko najdalej można, zarówno od standardów wykonawczych znanych z klasyki, jak i od statystycznych prób ujazzawiania muzyki minionych wieków.

Pod tym względem płyta jest więc do swej poprzedniczki podobna. I chyba tylko pod tym względem. Inny jest również skład. Wówczas grał kwartet z wielkim Paulem Motianem na perkusji, dzisiaj gra kwintet wzbogacony o belgijskiego klarnecistę i saksofonistę tenorowego Joachima Badenhorsta i z zastępstwem na perkusji – zmarłego Motiana zastąpił Gerry Gemingway – prawdopodobnie jeden z najznakomitszych drummerów, kompozytorów i improwizatorów  dzisiejszego jazzu. A więc Consort In Motion to prawdziwie zespół w ruchu. Inna jest też muzyka. Zaryzykuję stwierdzenie, że bardziej przystępnie poukładana. Roztacza się nad nią jednak jakaś szalenie fascynująca tajemnica, pomimo, że od pierwszych do ostatnich chwil jej trwania przeprowadzani jesteśmy jak za rękę nieustannie wyjawiającymi się melodiami. A może należałoby opisać ją przede wszystkim jako liryczną, idąc tropem historycznym. Wszak Machaut był przecież nie tylko wybitnym kompozytorem, ale także uznanym i bardzo cenionym poetą swoich czasów.

Zastanawiam się czy zasłuchawszy się w tej płycie można Samuelowi Blaserowi, podobnie jak to przed wiekami było z Duffayem i Machaut, przypisać miano innowatora? Nie jestem do końca pewny, ale sądzę, że młody szwajcarski mistrz puzonu znalazł sposób, aby swoim językiem opowiedzieć, jak własna jego muzyczna historia może funkcjonować jako część wielkiej historii muzyki i jak, nie tracąc własnego „ja”, spróbować opowiedzieć historię dawną nowoczesnym językiem.

Ale nawet gdyby pominąć cały ów historyczny kontekst i spojrzeć na „Mirror To Machaut” po prostu jak na jazzową płytę to i tak byłbym pod wielkim wrażeniem. To pięknie zbalansowana muzyka, uwolniona od pustej retoryki, wolna od frazesów, godząca istotę formy muzycznej z improwizatorską intuicją grających muzyków. Poza tym muzyka bardzo przestrzenna, niespieszna i przez to warta wszelkiej uwagi. No nie ma co kryć, podoba mi się ten album bardzo, nie wiem czy bardziej niż jego poprzednik, ale podoba zdecydowanie. I życzę Wam wszystkim, żebyście po niego sięgnęli, bo warta jest więcej niż cała nieprzebrana masa wydanych w tym roku albumów.

Hymn, Douce dame jolie,  Saltarello , Dame, se vous m estes lointeinne,  Color, Cantus Planus,  De fortune me doiy pleindre et loer,  Bohemia, Linea, Introit, Complainte: Tels rit au main qui au soir pleure