Miroslav Vitous - muzyk, który chadzał właściwymi ulicami

Autor: 
Piotr Jagielski
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat. promocyjne

Na początku lat 60. w czeskiej Pradze, na kongresie pisarzy wezwano do oficjalnego uznania Franza Kafki jako powód do dumy. Pisarz pozostawał do tej pory wyklęty przez komunistyczne władze. Trudno się dziwić, nawiasem mówiąc. Na fali postępującej liberalizacji obyczajów, do Pragi - podobnie jak do Warszawy i Krakowa - trafiła "zgniła, dekadencka muzyka amerykańskich Murzynów" - jazz. Na dźwięki Zachodu nie pozostał obojętny Miroslav Vitous, do tej pory muzyk jedynie z zamiłowania, karierę planujący raczej pływacką. Od najmłodszych lat zapoznawał się z muzyką: zaczynał jako skrzypek, następnie pianista by ostatecznie zakochać się w masywnym brzmieniu kontrabasu. A dysponował brzmieniem potężnym, przypominającym grę Scotta LaFaro i Rona Cartera. I właśnie obok tak znamienitych osobistości czeski kontrabasista znalazł swoje miejsce. Trafił do praskiego konserwatorium, w powietrzu wisiała już "praska wiosna", a Miroslav grał jazz w trio ze swoim bratem Alanem, grającym na perkusji i Janem Hammerem na klawiszach. Jego gra została doceniona i Miroslav wygrał konkurs jazzowy w Wiedniu, dzięki któremu zapewnił sobie stypendium w Berklee Collage of Music w Bostonie. Był rok 1966 i Miroslav Vitous opuścił Pragę.

 
Przyjechał do Stanów Zjednoczonych w doskonałym momencie - jazz miał się lepiej niż kiedykolwiek. W Nowym Jorku wystarczyło przejść się odpowiednią ulicą, posiedzieć chwilę na ławce a z pewnością znalazło się towarzysza do muzykowania. Vitous chadzał właściwymi ulicami - grał z Bobem Brookmeyerem, Artem Farmerem, Freddiem Hubbardem a nawet przez chwilę z samym Milesem Davisem. Po krótkim okresie cudownej niestabilności zaczął regularnie występować w trio z pianistą Chickiem Coreą i perkusistą Royem Haynesem, a więc z pomostem łączącym z legendami - perkusista grał przecież z Charliem Parkerem i Lesterem Youngiem. Było się od kogo uczyć. W takim właśnie składzie w 1968 roku Vitous zadebiutował nagraniowo na płycie "Now He Sings, Now He Sobs" Corei. Następnie przez dwa lata koncertował w grupach Herbiego Manna i Stana Getza, znajdując jeszcze czas na debiut jako lider - w 1969 roku, krążkiem "Infinite Search", znanej również pod alternatywnym tytułem "Mountain in the Clouds", na której zagrali John McLaughlin, Jack DeJohnette i Herbie Hancock.
 

Kolejny etap wielkiej kariery Miroslava Vitousa jest nie mniej efektowny - Weather Report. Zespół, którego Czech był współzałożycielem uchodzi dziś za jedną z najpopularniejszych formacji. Jednak na skutek nieporozumień i trudnej natury współpracy z Joe Zawinulem, Vitous odszedł z grupy w 1973 roku, nagrywając z zespołem cztery płyty. Od końca lat 70. muzyk podpisał umowę z prestiżową wytwórnią ECM, dla której nagrał do tej pory osiem krążków, ostatni "Remembering Weather Report" w 2009 roku. Występował również w reaktywowanym trio "Now He Sings, Now He Sobs", z Coreą i Haynesem. W 1988 roku został zatrudniony na posadę szefa wydziału jazzu w New England Conservatory.
 
Pod koniec lat 80. powrócił do Pragi. Dziś cieszy się uznaniem, nagrywa spokojnie swoje płyty dla ECM i koncertuje na największych europejskich festiwalach, a jako że jest wielkim wirtuozem kontrabasu przydaża mu się także grać recitale solo. NIe zdarza się to bardzo często, a podczas ubiegłorocznej edycji Sopot Jazz Festival owszem. Przydażyło się również nagrać duetową płytę z Adamem Pierończykiem i od niedawna możemy nią cieszyć się bez żanymch przeszkód.