Kiedyś ktoś na grupie dyskusyjnej zadał pytanie o najbardziej ponurą, melancholijną itd. muzykę. Pewnie chodziło mu o coś, co za moich młodych lat nazywane było muzyką dołującą. Oj, ludziska (w tym podpisany) wymyślały różne takie, że hej. Ale mam typ stuprocentowy. Zarówno Nils Landgren, jak i Esbjorn Svensson to muzycy, a szczególnie ten pierwszy, dobrze […]
czytaj dalej...