To było tuż przed jakimś koncertem, chyba tydzień temu. Miałem jeszcze godzinę. Poszedłem na spacer, żeby nie siedzieć w garderobie. Powoli zapadał zmierzch, jeszcze nie najgęstsza ciemność, ale już zapowiedź czerni. Sala koncertowa była przy deptaku, czy czymś takim. OK. Poszedłem w stronę rynku, był niedaleko. Na uszach słuchawki, Mark Lanegan, Bubblegum. I hit […]
czytaj dalej...