Jak się pan czuje jako największy żyjący solista jazzowy? Tak się o panu pisze. Cóż, nie wierzę w to. Bywają inne określenia, na przykład „niedościgniony lew jazzu”. Lew, czyli król… Chyba można tak powiedzieć, zresztą nie tylko o mnie. Jestem w show-biznesie od wielu lat, ciągle gram, nie zamierzam przestać. Skoro pojawiają się podobne adoracje, […]
czytaj dalej...