To był bardzo miły wieczór! Bez otwierania nowych drzwi, które miałyby zaprowadzić do nowych jazzowych terytoriów, bez jazzowych proroctw i w końcu też bez irytującego wypinania piersi do orderów. A te, tak prawdę powiedziawszy, można było dawać. Piotrowi Rodowiczowi za umiar, time’ing i rytmiczny basowy fundament, Bogdanowi Hołowni, którego dyskretny fortepianowy akompaniament nie wiem sam […]
czytaj dalej...