Wśród zawodzeń i pojękiwań o kondycji polskiego jazzu, marginalizowaniu go przez wydawców i mass media znalazł się nagle Wojtek Mazolewski, któremu po prostu się udało. Nagrał płytę taką, jaką chciał. W analogowym studio, jakie sobie wymarzył, na wzór ojców jazzu – Parkera, Davisa, Coltrane’a, gdzie ramie w ramie wszyscy muzycy grają razem, a nie po […]
czytaj dalej...