Pracujemy nad nową odsłoną serwisu. Możesz napotkać drobne błędy edycyjne, które na bieżąco usuwamy. Dziękujemy, że jesteś z nami!

We Out Here

We Out Here
Wykonawca: Various Artists
Skład:

Jake Long: drums (track 1); Nubya Garcia: flute (track 1), tenor saxophone (tracks 3, 4, 5, 8), vocal (track 8); Shabaka Hutchings: bass clarinet (tracks 1, 6), vocal (track 8); Amane Suganami: piano (track 1); Twm Dylan: double bass (track 1); Tim Doyle: percussion (track 1); Femi Koleoso: drums (tracks 2, 5); T.J. Koleoso: bass (track 2); Joe Armon-Jones: piano (tracks 2, 5, 8), vocal (track 8); James Mollison: saxophone (track 2); Dylan Jones: trumpet (tracks 2, 8); Moses Boyd: drums (track 3, 4); Theon Cross: tuba (tracks 3, 4); Nathaniel Cross: trombone (track 3); Artie Zaitz: guitar (track 3); Daniel Casimir: double bass (track 5), vocal (track 8); George Crowley: clarinet (track 6); Ruth Goller: bass (track 6); Alexander Hawkins: piano (track 6); Tom Skinner: drums (track 6); Dominic Canning: piano (track 7); Mansur Brown: guitar (track 7); Ricco Komolafe: bass (track 7); Benjamin Appiah: drums (track 7); Kwake Bass: drums (track 8); Mutale Chashi: bass (track 8); Oscar Jerome: guitar (tracks 8, 9); Fabrice Bourgelle : vocal (track 8); Ruby Savage: vocal (track 8); Sheila Maurice-Grey: trumpet (track 9); Cassie Kinoshi: alto saxophone (track 9); Richie Seivwright: trombone (track 9); Yohan Kebede: keyboard (track 9); Onome Edgeworth: percussion (track 9); Mutale Chashi: bass (track 9)

Data wydania: 09/02/2018
Autor recenzji: Piotr Rudnicki

Zalew wydawanych w nieskończoność płyt z cyklu essential/best of powoduje, że sam termin „składanka” kojarzy się nieszczególnie, a znalezienie sensownej kompilacji jazzowej wymaga nie lada gimnastyki, ale – choć jest to gatunek zdecydowanie zagrożony, to przecież jeszcze nie wymarły. Oferująca przegląd młodej sceny brytyjskiej „We Out Here” jest na tym tle przykładem, że przy odpowiednim podejściu da się stworzyć składankę, która wnosi dużo nowego i ma szansę nie trafić na półkę w ciągu tygodnia od zakupu.

Dziś prawie nikt już takich płyt nie robi. „We Out Here” nie powstała przy biurku szefa marketingu dużej wytwórni, a w wyniku samoorganizacji środowiska. Wspólnym wysiłkiem Shabaki Hutchingsa (który podjął się roli dyrektora muzycznego przedsięwzięcia) oraz DJ-a radiowego i jednocześnie właściciela niezależnego labelu Brownswood Recordings – Gillesa Petersona w sierpniu 2017 zrealizowano trzydniową sesję nagraniową, na którą stawiło się kilkudziesięciu muzyków aktywnie uczestniczących w życiu skupionej Londynie „nowej sceny”. Wielu spośród nich zna się i stale ze sobą współpracuje, wielu tworzyło podwaliny pod coraz prężniej dziś działające środowisko, a „We Out Here” to bodaj pierwszy album, który jasno deklaruje jego ukonstytuowanie oraz w pigułce oddaje różnorodność i bogactwo tej sceny.
Wyzwalająca specyficzny rodzaj spontanicznej kreatywności atmosfera twórczego fermentu, która zapewne towarzyszyła muzykom podczas trzech dni spędzonych w mieszczącym się w dzielnicy North West London Fish Factory Studios przełożyła się na pełne, witalne brzmienie „We Out Here”. Wszyscy napędzają się wzajemnie, ale też każdy z artystów robi tu swoje, w związku z czym każda z dziewięciu premierowych, nigdzie przedtem niepublikowanych kompozycji prezentuje inny wycinek specyficznego soundu młodej sceny brytyjskiej. A – co bardzo istotne – obok nazwisk w większym czy mniejszym stopniu rozpoznawalnych pojawiają się tu i takie, o których poza Londynem słyszało prawdopodobnie niewielu. 

Album otwiera do złudzenia przypominająca medytatywne eskapady Hery Wacława Zimpela spiritual-jazzowa „Inside the Acorn”  – w sekstecie Maisha poznańskiego muzyka na klarnecie basowym „zastępuje” Shabaka Hutchings w towarzystwie grającej na flecie Nubyi Garcii, improwizujący na przestrzeni dźwiękowej rozpostartej przez pianino Amanégo Suganami, perkusjonalia (Tim Doyle i kompozytor – Jake Long) oraz lekki kontrabasowy puls (Twn Dylan). „Pure Shade” Ezry Collective to już zwarty, zespołowy afrobeat klasycznego jazzowego kwintetu, gdzie po raz pierwszy pojawia się inny ważny członek londyńskiej sceny, klawiszowiec Joe Armon-Jones, a przewijający się przez utwór fanfarowy motyw przewodni Dylana Jonesa (trąbka) i Jamesa Mollisona (sax) ustępuje miejsca zwięzłym improwizacjom, po to by w finale stylowo się rozpłynąć. „The Balance” to autorska kompozycja perkusisty Mosesa Boyda (znanego np. z duetu Binker and Moses) – tu w podwójnej roli drummera i producenta elektroniki, odpowiedzialnej za futurystyczny wydźwięk utworu. Do kosmicznego przelotu swoje dźwięki dołożyli Nubya Garcia, gitarzysta Artie Zaitz, oraz dwóch panów Cross – Nathaniel (puzon) i Theon (tuba) – który odpowiedzialny jest z kolei za następny, trzymany bardzo w duchu Sons of Kemet utwór Brockley (gra trio Nubya Garcia-Theon Cross- Moses Boyd). Niektóre nazwiska w podobny sposób przeplatają się przez cały album, niemniej nie ma na „We Out Here” dwóch takich samych kompozycji. Wyrastająca na ważną postać tamtejszej sceny produktywna saksofonistka Nubya Garcia proponuje podejście nieco bliższe „standardowemu” jazzowi w autorskim „Once”, Shabaka Hutchings, choć jak zawsze trudny do zdefiniowania także – w „Black Skins, Black Masks” – jest relatywnie blisko temu, co bez dłuższego zastanowienia nazywamy jazzem. Estetyka fusion z kolei kłania się nisko w „Walls” kwartetu Triforce, która z solowego odpływu Mansura Browna (gitara elektryczna) przechodzi w elektroniczną mgiełkę podbitą delikatnym funkowym rytmem – od której odbija się utrzymana w podobnej, klubowo-chillowej, elektroakustycznej estetyce „Go See” Joe’go Armona Jonesa, z pełnym arsenałem użytych środków: od sekcji dętej, przez klawisze, bas, gitarę, bębny po partie wokalne. Podróż kończy się w uwalniającym, znakomicie wieńczącym album „Abusey Junction” grupy Kokoroko  – to z kolei bezpośrednie odwołanie do afrykańskiej muzyki źródeł i pustynnego bluesa, harmonijny utwór z lirycznie grającą gitarą Oscara Jerome’a, zanurzoną w delikatnym rytmie nadawanym przez conga, z akcentami klawiszy, zwiewną solówką trąbki i wokalizami żeńskiego chórku w rozwinięciu – relaksująca i chyba najlepsza z możliwych pionta dla podobnie wielowątkowej, zajmującej płyty.

Tak zwartych, ściśle ze sobą współpracujących środowisk jazzowych jest coraz mniej. Zasada „Do It Yourself” żyje wiecznie i jest wciąż tak samo skuteczna – nikt Was nie wypromuje lepiej, niż wy sami, a tutaj bez wątpienia jest co promować. O ile sławetne hasło głoszące, że „najlepsze są składanki” jest daleko idącym przekroczeniem – to takie jak „We Out Here” na pewno należą do elity gatunku.

Autor: Piotr Rudnicki

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jazzarium to jeden z najważniejszych polskich portali poświęconych muzyce jazzowej i improwizowanej, który od wielu lat z pasją dokumentuje najciekawsze zjawiska na polskiej i światowej scenie. Na naszych łamach znajdziesz rzetelne recenzje płyt, wnikliwe wywiady oraz relacje z najważniejszych koncertów i festiwali. Jesteśmy przestrzenią tworzoną przez miłośników dźwięku dla wszystkich tych, którzy w muzyce szukają autentyczności i artystycznej głębi.
Copyright 2026 Jazzarium
REALIZACJA: TV