Tyshawn Sorey – perkusja, kompozycje, produkcja,
Jon Escreet – organy Fender Rhodes, fortepian,
Todd Neufeld – gitara akustyczna, gitara elektryczna,
Chris Tordini – kontrabas,
Loren Stillman – saksofon altowy
O ile poprzedni album Soreya, „Koan“, był emanacją wyobraźni medytującego perkusisty, o tyle niniejszy jest rezultatem przemyśleń improwizującego kompozytora erudyty. Jest to płyta dla zaawansowanych melomanów, ale jednocześnie bardzo przystępna. Rzadkość i wielka umiejętność.
Nie ma sensu przywoływać przebiegu kompozycji. I tylko dwa słowa o członkach zespołu: chapeau bas! Tej płyty trzeba uważnie słuchać. Przerywać, po przerwie wracać, patrzeć na całość z dystansu, przysłuchiwać się z bliska. Melomani-adepci, jeśli chcą poznać tę płytę w pełni, muszą przygotować się na ponowne odłsuchy na przykład za rok. A słuchanie tej płyty to bardzo miłe doświadczenie, bo muzycy zadbali nie tylko o rozwijanie koncepcji kompozytora, ale również o niezmiernie przyjemne barwy brzmienia, żeby słuchacz mógł się w każdej chwili czegoś przytrzymać, na wypadek, gdyby się pogubił, co jest możliwe. Na szczęście, kompozycje w dużej mierze oparte są o grę relacjami brzmieniowymi, więc zawsze mamy małą, bezpieczną odskocznię od zagadnień formalnych.

„Obliqe – I“ jest bardzo, bardzo kulturalnym albumem. Tworem, który wyrasta na mocnej skale kultury, a jednocześnie w miarę wzrastania oplata ją, zaczepia się o nią i w nią wrasta. Nie sposób nawet tutaj wyliczyć kulturowych zakamarków: wzorców, mistrzów, inspiracji, natchnień. Twór ten jest rozległy, samoświadomy, nieprzypadkowo pojawił się w toku kulturowej ewolucji – w pełni autonomiczny potomek historii, genialnie posługujący się kodami współczesności. Najłatwiej mi w tym miejscu odwołać się do prostej literackiej paraleli: nie jest to wielopędny Eco, którego celem ostatecznym jest wypuszczanie jak największej ilości odnóży. Oczywiście, nie jest też jeszcze głębokim jak studnia studni Borgesem. Jednak sposób funkcjonowania, komunikowania się – życia w kulturze – Soreya i jego bandu jest podobny. I tu, i tu podziwiam prostotę, z której wyłania się intrygująca komplikacja. Płyta niełatwa, ale piękna i zasługująca na dużą uwagę.