Jacek Stromski – big drum, bamboophone, udu, gongs, sham drum, tambours; Kuba Staruszkiewicz – drums, glasses, drum machine, percussion, air; Michał Gos – drums, gongs, percussion, water strings, kalimba
John Cage napisał słynne “4’33” po wizycie w dźwiękoszczelnej komorze bezodbiciowej na Uniwersytecie Harvarda. Kompozytor chciał usłyszeć idealną ciszę, ale zamiast niej jego uszu dobiegły dwa dźwięki – wysoki i niski. Tym pierwszym okazał się być szmer jego układu nerwowego, drugim – krwionośnego. To chyba jedna z najbardziej znanych “ciekawostek” związanych z muzyką współczesną. Choć płyta “BUM!” nie jest bynajmniej rewizją the scilent piece, kiedy minęło 38 minut jej trwania, w ciszy poczułem nagle jakbym usłyszał na nowo swoje własne ciało.
Tak, album nagrało trzech perkusistów – Michał Gos, Kuba Staruszkiewicz i Jacek Stromski. Tak, nie zdarza się to często. To jednak dopiero początek zabawy. Paleta dźwięków, którą dysponują w tym projekcie muzycy – od klasycznych zestawów perkusyjnych przez rozliczne przeszkadzajki, instrumenty ludowe po elektronikę – zdaje się być dużo bogatsza niż, gdyby do dyspozycji mięli całą orkiestrę symfoniczną.

Próbując analizować czy komentować ten album, co i raz przychodzą na myśl skojarzenia z muzyką współczesną – nie szukając daleko “Drumming” Steve’a Reicha. Jednak to nie w tym kierunku zdaje się zmierzać Gostrosta. “BUM!” to spektakl dźwięków, rytmów – słuchowisko. Momentami bardziej kameralne, wyciszone, gdzie bohaterem staje się uderzany gdzieś w oddali talerz, kiedy indziej bliżej mu do muzyki klubowej czy techno w wydaniu akustycznym.
To co w tej muzyce jest szczególnie ciekawe, to jej wchłanianie… Choć nie ma tu prostych odwołań do muzyki ludowej, “BUM!” jest zupełnie organiczne, naturalne. Dźwięki wchodzą w organizm słuchacza, jakby wcześniej były jego utraconym elementem. Rytm, puls jest tu jak kolejny z żywiołów. A może tak właśnie brzmi dziś nasze własne ciało?