Pracujemy nad nową odsłoną serwisu. Możesz napotkać drobne błędy edycyjne, które na bieżąco usuwamy. Dziękujemy, że jesteś z nami!

Czy wiesz, jak prawidłowo dobrać muzykę do jagnięciny?

epic olak
Jeśli do tej pory ktoś nie napisał takiego poradnika, to lada moment takie dzieło powstanie. Jak dobierać muzykę do konkretnych potraw, do sytuacji, do wnętrz… W zasadzie nie ma się czemu dziwić. Jazz – ale chyba nie tylko, chyba muzyka w ogóle – bardzo rzadko bywa teraz doceniany ze względu na to, czym jest. Może na niektórych festiwalach, w co bardziej niszowych klubach, w kilku radiowych audycjach autorskich… Ale na ogół muzyka jest traktowana jako część wrażenia, doznania, tworzonego przez wiele czynników. Kolory, smaki, zapachy, oświetlenie, i na końcu także dźwięki, mają dostarczyć odbiorcy jakieś emocje, wprawić go w pożądany nastrój. W tym czysto użytkowym kontekście jazz w sumie nie wypada zresztą najgorzej, zwykle podkreśla ekskluzywny charakter danej chwili, ma zasugerować najwyższą jakość i elegancję… Nie wymyśliłem tego sam, to efekt kilku rozmów ze znajomymi, zajmującymi się produkowaniem imprez firmowych.
 
Zdarzało mi się – niezbyt często, ale jednak – na takich imprezach grywać. Nie ma co owijać w bawełnę, ja też muszę płacić rachunki, a oni po prostu dobrze płacą. I za każdym razem zdumiewał mnie ten moment, kiedy organizator imprezy nalegał na uzgodnienie repertuaru. Przecież statystyczny organizator nie zna większości utworów, które ja mu zaproponuję, i które on przecież  najprawdopodobniej zatwierdzi… Ale może jednak w tym o coś chodzi, może on po prostu rozumie – a ja jeszcze nie – że doboru repertuaru pod żadnym pozorem nie wolno zostawić muzykom? Przecież taki muzyk będzie myślał wyłącznie w kategoriach, no cóż, muzycznych. A tymczasem goście zostaną uraczeni, dajmy na to, jagnięciną, różowym winem i małżami zapiekanymi w sierści jednorożca. Na sali będzie dyskretne, seledynowe oświetlenie, podkreślające subtelny zapach limonki. I tematem przewodnim imprezy będzie budyń. Albo cokolwiek innego. Muzyk przecież z tego nic nie zrozumie, będzie po prostu chciał zagrać dobrą muzykę – a tu nie trzeba grac dobrze, lecz adekwatnie.
 
Coż, ja mam z tym kłopot. Nie poruszam się zbyt pewnie w świecie limonkowego budyniu, lepiej się czuję na tych festiwalach, gdzie „adekwatnie” znaczy „dobrze”. Ale przecież chodzi o to, żeby muzyka improwizowana istniała nie tylko wewnątrz określonych enklaw. Taka izolacja zapewni wprawdzie swego rodzaju komfort i poczucie bycia rozumianym, ale powiększy jeszcze dystans pomiędzy muzykiem a słuchaczem. Czyli w jakiś sposób trzeba by się zmierzyć z faktem, że muzyka jest teraz raczej odczuwana niż słuchana… I tu pojawia się płyta, przez wielu okrzyknięta przełomową. Jest, jak sam tytuł zresztą sugeruje, epicka. Potężne chóry, monumentalne harmonie – trochę jak w muzyce filmowej, tylko bardziej. 
 
Tak, wiem, to nie jest najnowszy album. Sięgnąłem znów po „The Epic”, bo Kamasi Washington niedługo znów zagra w Warszawie, i chciałem jeszcze raz zmierzyć się z tymi dźwiękami. Otóż przyznaję, że nie jestem jakoś szczególnie poruszony tym albumem. To dobra płyta, ale ja słucham jej raczej z zainteresowaniem niż z zachwytem – ale teraz zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem ten album nie jest jednak w jakiś sposób przełomowy. W warstwie muzycznej wszystko jest OK, lecz moim zdaniem nie definiuje nowego nurtu. Za to w warstwie emocji… no właśnie. Mam wrażenie, że praktycznie wszystko dzieje się tu w przestrzeni doznań. Muzyka jest potężna, dominująca, stanowczo narzuca odbiorcy podniosły nastrój. Nie trzeba tego analizować, nie trzeba wdawać się w subtelne rozróżnienia. Trzeba po prostu dać się ponieść, a to przecież jest dużo prostsze, a zatem dostępne dla większej rzeszy słuchaczy.
 
Przyznaję, że chętniej słucham chłodniejszego, bardziej intelektualnego grania. Ale przyznaję też, że „The Epic” jest bardziej nośne i przystępne, a przy tym pozbawione zbytecznych uproszczeń. Może zatem właśnie tędy, przez emocje i odczucia, muzyka może zbliżyć się do słuchacza i powalczyć o samodzielność na rynku doznań? Ciekaw jestem, jak to się rozwinie – a na razie słucham po raz kolejny Kamasi Washingtona. Do którego jakoś mimowolnie rekomenduję czerwone, wytrawne, portugalskie wino… 
Autor: Marcin Olak

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jazzarium to jeden z najważniejszych polskich portali poświęconych muzyce jazzowej i improwizowanej, który od wielu lat z pasją dokumentuje najciekawsze zjawiska na polskiej i światowej scenie. Na naszych łamach znajdziesz rzetelne recenzje płyt, wnikliwe wywiady oraz relacje z najważniejszych koncertów i festiwali. Jesteśmy przestrzenią tworzoną przez miłośników dźwięku dla wszystkich tych, którzy w muzyce szukają autentyczności i artystycznej głębi.
Copyright 2026 Jazzarium
REALIZACJA: TV