Dave Douglas: trumpet; Jon Irabagon: tenor saxophone; Matt Mitchell: piano; Linda Oh: bass; Rudy Royston: drums; Aoife O’Donovan: voice
Dave Douglas, jeden z najznakomitszych jazzowych trębaczy ostatnich 20 lat, musiał rok temu dać koncert w okolicznościach, w których z pewnością wolałby się nie znaleźć. Zgodnie z ostatnią wolą Emily Douglas to właśnie jej syn miał zagrać hymny podczas jej nabożeństwa pogrzebowego.
Pani Douglas przez 3 lat walczyła się z nowotworem jajnika. Przez ostatnie kilka miesięcy, gdy wiedziała już, że przegra, przekazała synowi listę 8 hymnów z prośbą by Dave wykonał je podczas jej ostatniej drogi.
Widziała przeszło 200 moich koncertów, słyszała każdy zespół, w którym grałem. Pilnowała bym miał porządek w nutach. Jej reakcje mnie uskrzydlały albo sprowadzały na ziemię. Doskonale wiedziała, jak odległe jest to, co gram od protestanckich hymnów. Mimo to właśnie o to mnie poprosiła. – mówił potem trębacz
Douglas zaaranżował hymny jedynie na niewielki zespół instrumentów dętych, po to by pozostawić jak najwięcej przestrzeni dla parafialnego chóru. Później odbył się jeszcze jeden koncert – charytatywny, poświęcony pani Emily Douglas. U boku syna wystąpili wtedy muzycy jego Brass Ecstasy – Josh
Roseman na puzonie, Vincent Chancey na waltorrni, Marcus Rojas na tubie i Ben Perowski na bębnach. Towarzyszył im ponownie parafialny chór i organista. Obok dwóch ulubionych hymnów mamy – God Be with You, Till We Meet Again” i „This Is My Father’s World” znalazły się utwory Brass’ów… standardy Hanka Williamsa, Johna Coltrane’a a także kompozycje Aarona Coplanda. Douglas wykonał także własną kompozycję „Safeway”, poświęconą postrzelonej w kilka miesięcy wcześniej demokratycznej senator Gabrielle Giffords. Na tym spotkanie trębacza, odwiecznego triumfatora rankingów magazynu DownBeat, z muzyką kościelną miało się zakończyć.
Na początku tego roku jego drogi skrzyżowały się z młodą wokalistką Aoife O’Donovan, śpiewającą, jak piszą krytycy, w progresywno-bluegrassowym zespole Crooked Still. Douglas niemal z miejsca zaproponował jej by dołączyła do jego nowo-formowanego kwartetu i zaśpiewała ulubione hymny jego mamy i kilka innych piosenek.
W studio czekała już na nich plejada nowych ulubieńców Douglasa: kontrabasistka Linda Oh, której album „Initial here” ukazał się kilka miesięcy wcześniej nakładem oficyny Dave’a – Greenleaf Music, triumfator konkursu im. Theloniousa Monka, 1/4 Mostly Other People Do the Killing – Jon Irabagon, towarzysz m.in. Tima Berne’a na płycie „Snakeoil”, wymieniany jako jeden z najzdolniejszych improwizujących pianistów młodszego pokolenia – Matt Mitchell oraz perkusista Rudy Royston współpracujący wcześniej m.in. z Billem Frisellem, Jasonem Moranem, Jenny Scheinman czy Donem Byronem. Niezwykle to kreatywny skład jak na taki tradycyjny, lekki, piosenkowy repertuar.
– Śpiewać te, co by nie mówić całkiem proste piosenki, nad tymi pięknymi i złożonymi aranżacjami, to jak bujać w obłokach! – powiedziała Aoife O’Donovan.
Obok hymnów do słów Kathariny A. von Schlegel, Ola Belle Reed, Jermiah Rankina, Maltbie D. Babock – na krążku znalazła się także m.in. kompozycja, od której Dave Douglas rozpoczął swoją naukę gry na trąbce – tradycyjna melodia „Barbara Allen”.
Jak podkreśla trębacz, po raz pierwszy zaprosił do studia wokalistkę. To dla mnie większa zmiana niż włączenie do grupy dj’a, prowadzenie elektrycznego składu, orkiestry smyczkowej, współpraca z filmowcami czy tancerzami – a przecież wszystko to Douglas ma już w swoim muzycznym cv.
Trudno oceniać ten album – swoisty Douglas’owy Songbook. Gra, ton, finezja tego świetnego trębacza jedynie prześwitują gdzieś w drugim planie. Wszyscy muzycy, ze swoim kunsztem, szerokością spojrzenia i awangardowymi zapędami usunęli się w cień przed melodyjnością poszczególnych utworów. Nie znaczy to, bynajmniej, że ktokolwiek poszedł tu na łatwiznę. Jest ładnie. Dla części fanów Douglasa może i zbyt ładnie. Jednak trębacz nie musi nikomu nic udowadniać, przekonywać do swoich racji. Dajmy więc Dave’owi zaśpiewać!