W niedzielę 23 kwietnia 2014 w Kinoteatrze Rialto w Katowicach organizatorzy przygotowali propozycję zgodną z duchem weekendu i dającą wytchnienie po intensywnym tygodniu oraz bardzo aktywnej muzycznie sobocie. Jedyny koncert w tym dniu i jedyny w swoim rodzaju, bowiem po nim już tylko w ciszy niezakłóconej kołysały się dusze w rytm samby i bossa novy.
Tym razem mieliśmy przyjemność ucztować muzycznie wraz z Vinicius Cantuária Quartet w składzie: Vinicius Cantuária – wokal/gitara, Paul Sokolow – bas, Adriano Santos – perkusja, Hello Alves – fortepian.
Brazylijczyk-na-Brooklynie Cantuária od lat tworzy wspaniałą muzykę, ale jego ostatni album jest arcydziełem. Rozmarzony, kołyszący, oh-jakże-delikatny bossa-jazz. /„The Independent”/ To krótka i trafna recenzja, dobrze oddająca klimat muzycznego świata Viniciusa.
Brazylijski piosenkarz, autor tekstów, gitarzysta, perkusista i perkusista Vinicius Cantuária jest związany głównie z brazylijskim nurtem bossa-novy
i jazzu. Pochodzi z Manaus w Amazonii gdzie urodził się w 1951 roku, dorastał w Rio, do Nowego Jorku przyjechał w połowie lat 1990. W Brazylii był liderem „O Terco” w 1970 roku, wydał sześć solowych albumów w 1980 roku, które obejmują jego przeboje „So Voce” i „Lua e Estrela” i stał się pionierem nowego świata muzyki brazylijskiej w pierwszym światowym wydaniu Sol Na Cara w 1996 roku.
Od momentu przeprowadzki do Stanów Zjednoczonych, Cantuária był czołową postacią downtownu Nowego Jorku, jazzu i współczesnych scen muzycznych. Jego albumy szybko stawały sie faworytami krytyków, bogate doświadczeniami twórczymi ze współpracy z takimi muzykami jak Brian Eno, Laurie Anderson, Brad Mehldau, Arto Lindsay, Bill Frisell, Marc Ribot, David Byrne i Ryuichi Sakamoto.
Ostatnia płyta Cantuárii „Indio de Apartamento” (2012) jest kompozytem doświadczeń nowojoprskich połączonych z brazylijskimi korzeniami.
Cantuaria tak opowiada o swojej muzyce: ” Współczesna muzyka jest dla mnie czymś jak dla Jobima, Eno. Jeśli słuchasz muzyki z 1980 roku, jak Duran Duran czy Łzy teraz brzmi staranachronicznie, bo z syntezatorów. Ale „Satysfakcja” nadal brzmi dobrze. To jak kupowanie dobrej pary tradycyjnych czarnych butów, które będą ci służyć latami „. Muzyka jak buty wykonane w tradycyjny sposób, prawidłowo zszyte, odporne na warunki atmosferyczne i wygodne, pasujące do wieku. „Chcę zrobić piękną muzykę, grać w małych klubach jazzowych” z akcentem na piękna.
Muzyka Cantuárii jest niezwykle piękna, rozkołysana, nastrojowa, melodyczna. Prawdziwe brzmienia akustyczne instrumentów nieco tylko przełamane elektroniką, nad tą niemalże mgłą dźwięków, delikatny, ciepły, tchnący w słuchacza spokój, głos Viniciusa. Mile rozpoznawalne znajome rytmy i wokalizy tworzą niepowtarzalny klimat, aż trudno się oprzeć rozkołysaniu a słuchając można zagłębić się w swej duszy rozmarzonej by otworzywszy oczy napotkać charyzmatyczne spojrzenie Viniciusa Cantuarii. Taka jest jego muzyka i nią płynął wieczór i i wszyscy zgromadzeni na sali, na twarzach widziałem uśmiechy, radość a spojrzenia były ulotne. Wspaniały wieczór duchowy, owacjom nie było końca.
Wizualnie koncert był smaczny, co jest warte podkreślenia bowiem piękno chłoniemy wszystkimi zmysłami.