Pat Martino – guitar; Joe Lovano – tenor sax; Gonzalo Rubalcaba – piano; Lewis Nash – drums; Christian McBride – bass
Omawiana płyta wybitnego gitarzysty Pata Martino to pozycja cokolwiek zaskakująca. I to nie tylko dlatego, że lider występuje w otoczeniu tzw. all stars: Joe Lovano – saksofon tenorowy, Gonzalo Rubalcaba – fortepian, Christian McBride – kontrabas i Lewis Nash – perkusja, których obecność wydaje się zupełnie przypadkowa, ale głównie dlatego, że wśród pomieszczonych na płycie utworów kilka wydaje się odchodzić od linii stylistycznej, z której znamy Martino i za którą przez lata go podziwialiśmy.
Przyglądając się składowi, aż trudno uwierzyć, że tak skrajnie różnie grający muzycy, o tak wyraźnych cechach osobniczych, będą potrafili razem stworzyć coś więcej niż wyśmienity, ale w gruncie rzeczy ani przez chwilę nieintrygujący kwintet. Trudno również było przypuszczać, że osiągnięcie owej wspólnej płaszczyzny porozumienia nie będzie miało charakteru producenckiego wymuszenia.
Omawiana płyta w naturalny sposób ogniskuje się wokół dwóch najdłuższych, a jednocześnie najbardziej niezwykłych dla Pata Martino, nieomal modalnych utworów: „Think Tank” i „Africa”. Właściwie to należałoby im poświęcić odrębne omówienie. Pozwalają one bowiem wnikliwie wsłuchać się w relacje pomiędzy muzykami, dają możliwość, dzięki obszernym i treściwym improwizacjom, wyrobienia sobie poglądu na temat, jak mogą zazębiać się tak różne głosy i gdzie w rzeczywistości znajduje się punkt styczny tych indywidualności.
Pozostałe kompozycje nie przykuwają już uwagi tak, jak te wyżej wymienione i nie wydają się niczym więcej niż przykładami doskonałego wykonawstwa i obezwładniającej chwilami precyzji rozegrania. Nierówna jest to płyta, niemniej zachęcam do jej posłuchania. To porcja niewątpliwie dobrego jazzu.