Pracujemy nad nową odsłoną serwisu. Możesz napotkać drobne błędy edycyjne, które na bieżąco usuwamy. Dziękujemy, że jesteś z nami!

Liberetto

danielsson liberetto

Lars Danielsson – kontrabasista, wiolonczelista i kompozytor zadomowił się naszym rynku muzycznym. Stał się postacią, której kolejnych płyt wielu jazzfanów wygląda ze zniecierpliwieniem, a kiedy te już się pojawiają, prędko podążają do sklepów płytowych i kupują jej niemal w ciemno.

„W ciemno” jednak chyba w przypadku Danielssona nie jest najbardziej fortunnym powiedzeniem, bowiem przez lata, a ściślej od płyty „Libera Me” pierwszej jego produkcji, która odniosła szeroki sukces, Lars prezentuje muzykę, której łatwo się spodziewać. Spodziewać można się zarówno jej brzmienia, nastroju jak również wykonania. Wygląda to tak jakby Danielsson znalazł swoje miejsce w muzyce i nie szczególnie miał zamiar terytorium to póki co opuszczać.

I dobrze, że tak jest. Lars wydaje swoje nowe płyty nie na tyle często, żeby jego liryczną, melancholijną zadumą być zanadto znudzonym, a po różnych eskapadach w stronę odważniejszej muzyki powrót do jego świata może mieć wiele uroku. Owa jasność stylistyki sprawiła też, że wśród jazzfanów zaistniał wyrazisty podział na admiratorów jego twórczości, których jest przytłaczająca większość i znacznie mniej liczną grupę mającą wobec niej liczne wątpliwości.

Na „Liberetto” jednak sugeruję spojrzenie nie tylko jak (z pewnymi modyfikacjami – odcienie folkowe ze Szwecji czy Armenii) na kolejną odsłonę pastelowego pejzażu, ale przede wszystkim, jak na początek współpracy, która może przenieść w przyszłości ciekawe efekty. Część z grających tu muzyków to postaci znane. Należy do nich i brytyjski gitarzysta John Parricelli, i  znakomity norweski trębacz Arve Henriksen, i perkusista Magnus Ostrom. A jednak udział Parricelliego i Henriksena ma tu charakter ozdoby. Trzon składu i siłę grupy stanowią Danielsson, Ostrom oraz nowa postać w orbicie szwedzkiego lidera, armeński pianista Tigran Hamasyan.

Pojawienie się w tej muzycznej przestrzeni Tigrana (tytułem dygresji tylko dodam: laureata konkursu Theloniousa Monka w 2006 r.) przynosi jej znaczne ożywienie. I rzecz chyba nie w tym, że daje się usłyszeć w jego grze te szalenie atrakcyjne dla ucha motywy z muzyki armeńskiej, ale i w tym, że z takim 25 latkiem w składzie i jego kompozytorskim wkładem oraz drummerem z nieodżałowanego Esbjorn Svenson Trio zespół Danielssona nabiera o wiele bardziej wyrazistego brzmienia, w którym nad cokolwiek mdłą melancholią wcześniejszych płyt tym razem górę bierze rytmiczna stanowczość i potrzeba zespołowego muzykowania.

Reasumując więc, całkiem dobrze się tej płyty słucha. To pewne! A jak jeszcze dawkować ją z umiarem, to może się nawet podobać.

Autor: Maciej Karłowski

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jazzarium to jeden z najważniejszych polskich portali poświęconych muzyce jazzowej i improwizowanej, który od wielu lat z pasją dokumentuje najciekawsze zjawiska na polskiej i światowej scenie. Na naszych łamach znajdziesz rzetelne recenzje płyt, wnikliwe wywiady oraz relacje z najważniejszych koncertów i festiwali. Jesteśmy przestrzenią tworzoną przez miłośników dźwięku dla wszystkich tych, którzy w muzyce szukają autentyczności i artystycznej głębi.
Copyright 2026 Jazzarium
REALIZACJA: TV