
Aram Bajakian to nowa postać na nowojorskiej scenie downtown. Młody gitarzysta zdąrzył już jednak wydać swoją debiutancką, autorską płytę w Tzadik records a także odbyć Europejską transę u boku Lou Reeda. Za radością, jako pierwsi w Polsce napisaliśmy o jego albumie “Kef”, który ukazał się na rynku przed 2 tygodniami. Dziś z radością publikujemy krótki wywiad z artystą.
Często podkreślasz, że masz pochodzenie ormiańskie, ale sam urodziłeś się już w Stanach?
Tak, urodziłem się w USA, ale całe moje życie spędziłem wśród Ormian. To, co od zawsze najbardziej mnie interesowało w tej kulturze to muzyka.
Musiałeś jej szukać w antykwariatach, czy wszystkie płyty miałeś już w domu, na półce rodziców?
Słyszałem ją w domu właściwie przez całe dzieciństwo, ale także kilka lat temu postanowiłem, że chcę ją poznać bardziej świadomie i nagrać taką płytę. Zasadniczo kupowałem każde ormiańskie nagranie, jakie tylko mogłem znaleźć a potem w kółko ich słuchałem. Tak też powstały kompozycje na “Kef” – grałem na gitarze, patrzyłem co się wydarzy i zapisywałem to. Bardzo często, w sposób zupełnie niezamierzony moja muzyka przyjmowała podobne formy do piosenek ormiańskich.
Aby nagrać płytę zbierałeś środki na portalu rockethub.com. Co zmieniło się w Twoim życiu od tego czasu do dziś, gdy masz płytę z Tzadiku i trasę z Lou Reedem?
Niezbyt wiele, jeśli chodzi o moje życie osobiste. Mieszkam wciąż w tym samym miejscu, używam tego samego papieru toaletowego. Bycie w Tzadiku to wielki zaszczyt, a Lou Reed to najmądrzejszy muzyk jakiego znam. Mamy też trochę planów na przyszłość.
A jak udał się tour po knajpach, który miałeś przygotować dla wszystkich, którzy wpłacili na Twój projekt powyżej $150? Czy to tam poznałeś Zorna?
To dopiero przed nami. Zrobimy to na jesieni. Zaproszę Zorna. Napewno znam takie miejsca w Queens, o których on jeszcze nie ma pojęcia.
Co będzie dalej z “Kef”?
Planujemy trasę koncertową po Europie w 2012 roku. Dajcie znać, jeśli chcecie bym do Was wpadł.