Pracujemy nad nową odsłoną serwisu. Możesz napotkać drobne błędy edycyjne, które na bieżąco usuwamy. Dziękujemy, że jesteś z nami!

Made in Chicago: Chicago Woj-tet i Liquid Soul

Made in Chiago to festiwal wyjątkowy ze względu na to, jak jego program corocznie stara się uwzględniać możliwie szeroko muzyczne bogactwo w całej rozciągłości gatunkowej i historycznej. Jednym ze słów – kluczów jest: ciągłość. Chicago Woj-tet zaprezentował muzykę, która pokazują jak ważne jest znaczenie pewnego kontekstu dla współczesnej muzyki jazzowej, która nieodmiennie łączy się dziedzictwem poprzednich dekad, owoce dzisiejszej sztuki są zakorzenione głęboko w przeszłości. Teraźniejszość w równym stopniu odnosi się do przeszłości, co do przyszłości.

Robert Irving III przewodzi zespołowi, które tę idee uosabia nie tylko muzycznie – w zespole obok saksofonowego weterana Ari Brown’a pojawia się młodzik Leon Q Allen na trąbce (składu dopełniają Harrison Bankhead, Scott Hesse i Ernie Adams). Pierwszy utwór wprowadzony jest przez Irvinga porównanie atmosfery polsich lat 80tych do tej z lat 60tych w Stanach. Te atmosferę zespół odtwarza gęstą modalną strukturą, obok muzyki słychać fragmenty przemów i rozmów (gdzieś obok ogłoszenia o śmierci Kennedy’ego czy przemowy Martina L. Kinga pojawia się głos Lecha Wałęsy i fragment manifestacji „Solidarności”).  Opowiadanie Irvinga o tym jak pierwszy raz był w Polsce, wraz z zespołem Milesa Davisa, jest być może równie cenne jak sama muzyka.

Nie ma w niej zbyt wielu niespodzianek, ale za to mnóstwo przyjemności. Poczynając od cudowngo tonu i lirycznych wypowiedzi Ari Browna, Irving ma ogromne wyczucie stylu, Leon Q Allen zostaje nagrodzony przez Ari Browna stuknięciem piąstki. Jest timing, jest feeling, dobre melodie i zróżnicowane tempa.

Niezwkle przyjemny koncert, dobry dla przypomnienia o tym, że jazzem nie zawsze trzeba przesuwać granice, wywarzać otwarte drzwi i ponownie odkrywać koło. Jazzem można się czasami zwyczajnie cieszyć.

Ostatni punkt festiwalu to występ Liquid Soul – funkowej grupy zazwyczaj mocno awangardowego saksofonisty Marsa Williamsa. Liquid Soul swoją muzyką przypomina, że jazz był kiedyś muzyką taneczną i warto do tej tradycji wracać, przyprawiając ją nieco muzyką współczesnego miasta taką jak hip hop, r’n’b czy funk właśnie. Pomysł bez wątpienia godny i zacny.

W tym kontekście koncert festiwalowy był dosyć niefortunny i to głównie ze względów pozamuzycznych (choć przydałoby się wzmocnić puzonem szczupłą bo dwuosobową sekcję dęta sax – trąbka). Jeżeli muzyczna misja Liquid Soul to przywrócenie parkietom tanecznym muzyki jazzowej, to jaki jest sens stawianie zespołu na sali koncertowej wypełnionej krzesłami? Liquid Soul to zespół, który powinien grać w weekendową noc, do rana, przy dyskotekowych światłach, parkiecie i dobrze wyposażonym barze. Natomiast w moim odczuciu niezbyt nadaje się na finałowy występ festiwalu o takich ambicjach jak Made in Chicago (takim finałem mógłby być na przykład projekt specjalny przedstawiony dzień wcześniej). Na szczęście dużej części publiczności nie zdawało się to przeszkadzać.

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jazzarium to jeden z najważniejszych polskich portali poświęconych muzyce jazzowej i improwizowanej, który od wielu lat z pasją dokumentuje najciekawsze zjawiska na polskiej i światowej scenie. Na naszych łamach znajdziesz rzetelne recenzje płyt, wnikliwe wywiady oraz relacje z najważniejszych koncertów i festiwali. Jesteśmy przestrzenią tworzoną przez miłośników dźwięku dla wszystkich tych, którzy w muzyce szukają autentyczności i artystycznej głębi.
Copyright 2026 Jazzarium
REALIZACJA: TV