
Prześliczna sa… sakso… saksofonistka la la la, aż chciałoby się sparafrazować Skaldów. Candy Dulfer, bo o niej mowa, w zeszły piątek odwiedziła Wrocław wraz ze swoim siedmioosobowym zespołem i materiałem z ostatniego krążka, o jakże adekwatnym do tytule – “Crazy”. Światła UV, dubstep, fluorescencyjna spódnica i eksplozja kolorów. Czy to brzmi jak koncert jazzowy? Jak widać tak.
Muzycy rozpoczęli z funkowym przytupem, na scenie połyskująca złotem Leona Philippo, zapraszała śpiewem główną bohaterkę, a wtórował jej, rapując, grający również na klawiszach Chace Howard. Nie ma chyba osoby, która nie rozpoznałaby w mig najsłynniejszej na świecie rozmowy gitary z saksofonem – czyli “Lilly Was Here”. Jego wykonanie było wprowadzeniem do nieco starszych utworów Candy.
Po “Electric Blue” i energetycznym “Flame” zadziała się muzyczna ciekawostka: wspomniany wyżej dubstep podczas „Hey Now” okraszony wyrazem zdumienia malującym się na twarzach publiczności…
Zapraszając do intensywniejszego uczestnictwa w zabawie zespół zaproponował jeszcze kilka tanecznych pozycji , jak np. tytułowy “Crazy” czy “Good Music”. Następnie chwila odpoczynku przy balladzie Too Close, podczas której światła rampy skierowane zostały na jej autora – gitarzystę Ulco Beda.
Na koncercie mogliśmy także usłyszeć ulubiony utwór holenderskiej piękności, napisany przez Prince’a – „Life of the party”, z wplecionym motywem „Love to Love You Baby” – z repertuaru Beyonce. Jak na grupę z Amsterdamu przystało, w oldschoolowym stylu rozbrzmiała jeszcze „Marry Jane” w wykonaniu Chace’a Howarda. A na sam koniec utwór „Sax a go go” połączony z fuzją dźwięków i kolorów. Podczas bisu artystka beztrosko przechadzała się wśród zgromadzonego pod sceną tłumu fanów.
Koncert był to więc niewątpliwie energetyczny, podlany mieszanką funku, r&b, smoothjazzowym brzmieniem saksofonu oraz porządnym wokalem. Zdecydowanie nie było więc mowy o nudzie, jednak zbytnie nasycenie barw potrafi czasem gryźć w oczy, a nawet i uszy. Być może taki event lepiej sprawdziłby się np. na letnim festiwalu pod gwieździstym niebem?