Mark Dresser – double bass
Są momenty, kiedy od pierwszych dźwięków płyty wyraz mojej twarzy wpierw zamiera w uśmiechu, a następnie jedynie uśmiech ten powiększa się i poszerza. Są takie momenty, kiedy – czapki z głów – od tych pierwszych dźwięków wiem, że do czynienia mam z geniuszem.
Słuchając Unveil wiem: płytę nagrał geniusz kontrabasu i muzyka tu zawarta jest genialna!
Od pewnego czasu, kiedy Dresser z coraz to większym zainteresowaniem zgłębiał tajniki mainstreamu, niekiedy z lepszym, niekiedy gorszym skutkiem, muzyk ten, którego uprzednio darzyłem wielkim szacunkiem odchodził powoli spośród moich typów „must have”. Oczywiście muzyka jego nigdy nie schodziła poniżej pewnego i tak niedostępnego dla wielu innych pułapu, jednakże nie ciekawiła już tak i nie zaskakiwała jak uprzednio. „Unveil” niesie muzykę niesamowitą. Radość serce roznosi po całej piersiowej klatce i grozi jakimś ciężkim schorzeniem, w dodatku z radości, ale warto narazić się na to niebezpieczeństwo.
„Unveil” jest cudowne! To jedna z najlepszych płyt na kontrabas solo, jakie słyszałem. Oczywiście jest warsztatowo bez zarzutu. Jednakże tę jej sferę pozostawmy basistom. Niech się uczą. Oby. Dla mnie to jedna z najciekawszych propozycji solowych, jakie słyszałem w ogóle. Tylu barw, pomysłów, niespodziewanych dźwięków nagromadzonych na jednej płycie dawno już nie słyszałem. Z drugiej strony nie ma tu żadnych pustych dźwięków, tworzonych jedynie dla epatowania słuchacza sprawnością techniczną. Dzieło od początku do końca przemyślane i zagrane tak, że buty spadają. Dodatkowo uszy cieszy nieskazitelna rejestracja.