Ostatnio niezmiernie rzadko słucham Ornette Colemana, jednakże gdy już nadchodzi ta chwila – to wiem, że to jest to. W jego muzyce jest ten rodzaj siły, ekspresji, która potrafi dać napęd na długie dni czy nawet miesiące.
Przede wszystkim nieprawdą jest, że free Ornette Colemana jest pozbawione swingu. W tej muzyce jest piekielna jego dawka. Jest w zasadzie wszystko to, co o współczesnym rozumieniu swingu można powiedzieć. Późniejsze koncepcje, także, a może zwłaszcza free jazzowe poszły w kierunku raczej jazzu wyzbytego swingu – stąd też odwieczne pytania, czy to jeszcze jazz. Nie próbuję nawet tej kwestii tu rozwikłać. Ale Ornette Coleman to jazz. I to piekielnie wysokiego lotu. Oprócz swingu, jego muzyka ma dawkę energii, znaną jeszcze z czasów nowoorleańskich. I skomplikowanie linii muzycznych znanych z muzyki dalekiej od jazzu. Więcej wymądrzania się o muzyce Colemana nie będzie. Jedynie skrót informacji.
Koncert z Town Hall z 1962 r. został zagrany przez dwa zespoły (przynajmniej to co zostało uwiecznione na płycie ESP/Get Back), a mianowicie przez Ornette Coleman Trio w składzie z Izenzonem i Moffetem – ponoć najlepszą sekcją z jaką grał Coleman, oraz przez kwartet smyczkowy (2x skrzypce, altówka, wiolonczela). Zarówno organizacja koncertu, jego koncepcja jak i koncepcja płyty to tylko i wyłącznie zasługa Colemana. Firma ESP Disk, która nagrała ten materiał szczyciła się m.in. tym, że w żaden sposób nie wpływa na koncepcje artystyczną twórców.
I dobrze się stało. Przynajmniej w tym przypadku powstałą płyta nietuzinkowa, zawierająca przedni jazz. Szczególnie istotna jest możliwość przysłuchania się muzyce Colemana granej przez zespół inny niż jego trio, kwartet czy sekstet – lub inaczej: przez skład jazzowy. Słynna kompozycja na kwartet smyczkowy, unaocznia, że tak naprawdę, to pomiędzy free jazzem, a tzw. muzyką współczesną lat ’60 nie było wielkiej przepaści. Z drugiej zaś strony, że w zasadzie jest jedynie muzyka – free, contemporary, cool, itp. to jedynie etykietki, bez których muzyka, a w zasadzie jej odbiór jest jeszcze lepszy.
I w zasadzie nie byłoby w tej pozycji nic dziwnego, nic, co nie broniłoby się samo przez się – ale ta realizacja jest wyjątkowa. Firmie Get Back, która wydała jej reedycję udała się rzecz niesamowita. Zrobiła przedni remastering materiału znanego z ESP Disk, dzięki któremu wreszcie wspaniała muzyka otrzymała wspaniałą techniczną jakość. Dla kolekcjonerów zaś dodatkowa gratka – edycja jest numerowana i ma zawierać jedynie 1000 egzemplarzy.