Jeff Ballard – drums and percussion, Lionel Loueke – voice, guitar, Miguel Zenón – alto saxophone
Perkusja, gitara, saksofon. Zapewne nie tylko mnie podczas szukania w pamięci składów złożonych tylko i wyłącznie z muzyków posługujących się tym instrumentarium jako pierwsze staje przed oczami trio Paula Motiana. Zyskawszy uznanie jako współpracownik Billa Evansa, powołując w latach 80. do życia swój bodaj najważniejszy zespół Motian zdecydował się wyjść poza formułę fortepianowego tria, w której grając z legendarnym pianistą długi czas funkcjonował. Wraz z Billem Frisellem i Joe Lovano – na początku tej kooperacji jeszcze jazzmanami „na dorobku – stworzył jeden z najciekawszych małych składów w tzw. „poszukującym mainstreamie”.
Śmierć perkusisty zakończyła ponad dwudziestopięcioletni okres funkcjonowania tria, na którego nagrania z pewnością natknął się Jeff Ballard – jeden wielu amerykańskich bębniarzy zafascynowanych twórczością Motiana. Kalifornijski drummer, znany przede wszystkim ze współpracy z takimi tuzami jazzu głównego nurtu jak Brad Mehldau czy Chick Correa dotychczas nie miał na swoim koncie własnego, zupełnie autorskiego projektu (jeśli nie liczyć współtworzonego przezeń na równych prawach z Markiem Turnerem i Larry’m Grenadierem Fly Trio). Płyta Time’s Tales, wydana na początku niniejszego roku przez oficynę Okeh Records (w której stajni znajdują się m.in . wspomniany Frisell czy Dave Holland) jest zatem jego debiutem w roli lidera, dowodzącego formacją w której prócz bębnów możemy usłyszeć, podobnie w sztandarowym bandzie Motiana… saksofon oraz gitarę. Dzierżą je w swoich dłoniach czołowi przedstawiciele średniego pokolenia amerykańskiego mainstreamu – Portorykańczyk Miguel Zenón i pochodzący z Beninu Lionel Loueke. Obaj to – jako się rzekło – muzycy głównego nurtu, jednocześnie jednak w swej muzycznej aktywności nie stroniący od improwizacyjnych wycieczek. Już zatem sam skład tria mógł skłonić wielu potencjalnych słuchaczy do zakupu wzmiankowanego krążka w nadziei, że w zapisanej nań muzyce uświadczyć będzie można świetnie wyważonych proporcji pomiędzy improwizacją a kompozycją. I co tu ukrywać – nadzieje te nie zostały do końca w moim mniemaniu spełnione.
Materiał zarejestrowany na płycie można w zasadzie podzielić na trzy części. Na pierwszą odsłonę składają się kompozycje członków tria. Krążek otwiera kompozycja Loueke „Virgin Forest” w której podobnie jak w „Beat Street” Ballarda pierwszoplanową rolę odgrywa jak zwykle rasowo grooviący Zenón, zaś „Western Wren (A Bird Call)” to utrzymana w duchu twórczości tria Motian-Lovano-Frisell zespołowa improwizacja, w której introwertyczną zabawę barwą Ballarda kontrapunktuje frywolny dialog alcisty z Loueke. Po tym niezwykle obiecującym wstępie następuje druga, zdecydowanie najsłabsza część płyty, złożona z coverów utworów tak różnych artystów jak George Gershwin, Béla Bartók, Sívio Rodriguez czy muzycy tworzący rockową grupę Queens of the Stone Age. Zestawione z resztą płyty sprawiają one, że całość materiału miast tworzyć zróżnicowaną, ale emergentną całość, przypomina momentami nie do końca przemyślany kolaż. Trio całe szczęście okazuje jednak jeszcze swe bardziej kreatywne oblicze w zamykającym płytę wyimprowizowanym „Free 3”, osładzając nieco niemal półgodzinną dawkę rozczarowania. Summa summarum, jak mawiał klasyk – momenty były, jednak to zbyt mało, by uznać fonograficzny debiut tej formacji za krążek zdecydowanie wybijający się ponad płytową przeciętność pierwszego kwartału 2014 r.