Marcin Olak – gitara; Agustí Fernández – fortepian; Patryk Zakrocki – skrzypce, skrzypce Stroha
Kiedy skrzypek Patryk Zakrocki i gitarzysta Marcin Olak powołali do życia swój projekt Ryba, a było to już jakiś czas temu, miałem nieodparte wrażenie, że z połączenia dwóch różnych światów muzycznych może powstać coś naprawdę ciekawego. O tym, że podejście obu panów do aktu twórczego różni się, zdawałem sobie sprawę. Kiedy usłyszałem “Spontaneous Chamber Music vol. 1”, utwierdziłem się jednak w przekonaniu, że ryzyko podejmowane przez tych muzyków opłaciło się.
Do Patryka Zakrockiego i Marcina Olaka dołączył wtedy perkusista Mikołaj Wielecki. Muzyka, którą na płycie zaprezentowali artyści, okazała się różnorodna i frapująca. Czasami zwiewna i unosząca się z dużą lekkością, a niekiedy mroczna i psychodeliczna. Tym razem projekt Spontaneous nabiera jeszcze większego rozpędu, a do Zakrockiego i Olaka dołącza wybitny pianista z Barcelony – Agusti Fernandez.
Spotkanie tria jest ściśle związane z wizytą hiszpańskiego wirtuoza na festiwalu Ad Libitum. To właśnie tam panowie poznali się i weszli do studia, by zarejestrować materiał na “Spontaneous Chamber Music vol. 2”. Czasu mieli mało. Ale jak się okazało, i tak było go wystarczająco dużo, byśmy mogli teraz obcować z pełną pasji muzyką improwizowaną.
Formy są stosunkowo krótkie. Wyjątkiem jest “Don’t Touch My Face (When I Sleep)”, które trwa ponad 12 minut. W pozostałych utworach Zakrocki, Olak i Fernandez pilnują, by ich spontaniczne improwizacje, były w mniejszym lub większym stopniu ukierunkowane oraz możliwie treściwe.
Muzyka zawarta na albumie jest raczej stonowana i ukazuje bardziej kreatywne podejście do szeroko pojętej kameralistyki. Wachlarz nastrojowości bywa naprawdę szeroki, a grę instrumentalistów należy odbierać jako przemyślaną. Od samego początku aż do końca drugiego wolumenu “Spontaneous Chamber Music” słychać, że Zakrocki, Olak i Fernandez wchodzą w artystyczne interakcje, które skutkują muzyką najwyższych lotów. Mam nadzieję, że kolejne odsłony projektu Spontaneous będą nie mniej intrygujące. Na razie jednak cieszmy się zawartością albumu, o którym miałem przyjemność kilka słów napisać.