Pracujemy nad nową odsłoną serwisu. Możesz napotkać drobne błędy edycyjne, które na bieżąco usuwamy. Dziękujemy, że jesteś z nami!

Sounds And Cries Of The World

jen

Świat potrzebuje artystów na miarę Jen Shyu. Artystów, dla których improwizacja polega na zacieraniu granic między tym, co ustalone, oraz przekraczaniu kolejnych – własnych. Szósty album liderki Jade Tongue, znakomicie wtapiający się w twórczą masę, jaką stanowi oficyna PiRecordings urzeka, porusza, bezkompromisowo dotyka bardzo wrażliwych sfer ludzkiego umysłu.

„Sounds And Cries Of The World” to album wielowarstwowy. Trudno powiedzieć, ile dokładnie poziomów składa się na ostateczny kształt tego dzieła. Oprócz trzech podstawowych dróg do jego interpretacji – poziomu muzyki instrumentalnej, poziomu tekstu, a także poziomu unikatowego wokalu Jen Shyu, spotykamy liczne wartości dodane, jakie tworzą się w efekcie nietuzinkowych improwizacji – mniej lub bardziej (z naciskiem na bardziej) zamierzonych efektów. 

 

Co wiemy o Shyu? Śmiało można nazwać ją fenomenem wśród improwizatorów. Znana zarówno z niezwykle unikatowych działań, jakie podejmuje od lat u boku Steve’a Colemana, w jego równie wyjątkowym bandzie  Five Elements, oraz z własnych, zaskakujących projektów. Ochoczo i konsekwentnie czerpie ze swoich azjatyckich korzeni. Jest multiinstrumentalistką, wokalistką, tancerką i performerką. W każdej z tych dziedzin improwizuje. Przez lata udało jej się wypracować osobny, ujmujący styl, łączący subtelność z absolutnym brakiem kompromisu. To czyni ją bardzo konkretną, świadomą artystką, która może budzić ambiwalentne odczucia, zawsze bardzo intensywne. 

Dziesięć kompozycji, które odnajdziemy na płycie, w pewnym stopniu opiera się na tradycji Dalekiego Wschodu, min. Indonezji czy Wschodniego Timoru. Bardzo płynna jest granica między tym, co mimo woli odbieramy jako zaplanowane, zapisane w nutach, a tym, co wydaje się wierzchołkiem góry napięć powstałych wskutek wzajemnych oddziaływań muzyków. Możemy mieć jednak pewność, że jest to subtelna gra, do której zostajemy zaproszeni, w pełni świadomie kontrolowana tak przez Jen, jak i znakomitych muzyków współtworzących projekt Jade Tongue.

 

Shyu wykorzystuje cały potencjał swojego głosu do uwypuklenia najróżniejszych emocji decydujących o charakterze poszczególnych utworów. Od perfekcyjnych i lekkich dźwięków „Song for Naldo”, kontrastujących z opowieścią o okrucieństwie, poprzez „Bloom’s Mouth Rushed In” – surrealistyczną mozaikę, której spoiwem jest perkusista Dan Weiss. W ciekawej pozycji względem wokalu ustawia się w ostatnim przywołanym utworze Ambrose Akinmusire. Niczym echo podąża za swobodnie podróżującą po skali swego głosu Jen. Intrygujący jest również utwór „Moxa”, wydaje się być najbardziej nieuchwytny i ulotny, a w spiralę dźwięku wprowadza słuchacza basista Thomas Morgan.

Album, którego horyzont sięga bardzo daleko. Na tyle daleko, by w czasie kilkudziesięciu minut przedrzeć się przez niezliczoną ilość planów, a na końcu i tak zobaczyć odległą przestrzeń. 

 

Autor: Urszula Nowak

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jazzarium to jeden z najważniejszych polskich portali poświęconych muzyce jazzowej i improwizowanej, który od wielu lat z pasją dokumentuje najciekawsze zjawiska na polskiej i światowej scenie. Na naszych łamach znajdziesz rzetelne recenzje płyt, wnikliwe wywiady oraz relacje z najważniejszych koncertów i festiwali. Jesteśmy przestrzenią tworzoną przez miłośników dźwięku dla wszystkich tych, którzy w muzyce szukają autentyczności i artystycznej głębi.
Copyright 2026 Jazzarium
REALIZACJA: TV