Ostatnie lata dla pianisty Craiga Taborna są niezwykle owocne. Artysta nagrywał i wydawał albumy w duetach. Były nagrania z Matsem Gustafssonem, Kris Davis, Vijayem Iyerem i Ikue Mori – szczególnie udane okazały się pianistyczne kolaboracje zawarte na albumach “Octopus” i “The Transitory Poems”. Bardzo ciekawą propozycją była płyta “Daylight Ghosts” wydana przez ECM w 2017 roku. Wiele pozytywnych wrażeń wiąże się też z “Golden Valley Is Now”, na którym Craig Taborn wraz z basistą Reidem Andersonem i perkusistą Dave’em Kingiem poszukiwali odskoczni od codziennych projektów i znaleźli niebanalny sposób na granie łatwe i przyjemne.
Craig Taborn w odsłonie solowej na albumie “Shadow Plays” to zdecydowanie bardziej wymagająca muzyka od tej, którą znamy z “Golden Valley Is Now”. To kontynuacja i nawiązanie do “Avenging Angel” – wydawnictwa z 2011 roku. Był to zresztą debiut fonograficzny pianisty dla monachijskiej wytwórni ECM i przetarcie szlaków przed kolejnymi projektami. Być może nawet symboliczny koniec poszukiwań własnej muzycznej tożsamości na przecięciu jazzu, elektroniki i eksperymentów z dźwiękiem.
“Shadow Plays” to solowy koncert Craiga Taborna z 2 marca 2020 roku, który artysta zagrał w prestiżowej sali koncertowej Wiener Konzerthaus. Na albumie znalazły się utwory improwizowane, które wyszły spod palców pianisty w trakcie występu. Craig Taborn ma jednak to wyczucie, umiejętności i doświadczenie, aby z przekonaniem i pewnością siebie budować swoją muzyczną opowieść. I nie ma w tym miejscam na przypadek. Słychać to szczególnie w rozbudowanych, kilkunastominutowych utworach: otwierającym „Bird Templars”, „Concordia Discors” i tytułowym „Shadow Plays”. Pojawiają się w nich nawiązania do muzyki klasycznej, współczesnej i w mniejszym stopniu – jazzowej.
Craig Taborn nie narzuca się ze swoją grą na fortepianie. Nie próbuje też brzmieć jak żaden inny pianista. Trudno też stwierdzić, czy bardziej podąża w kierunku awangardy, czy klasyki – dla niego istotna wydaje się sama muzyka i to, co za jej pomocą można powiedzieć. A jest zagrana z niebywałą erudycją, techniką i zmysłem. Efektem jest album bardziej dojrzały i spektakularny, który przerasta dokonania sprzed dziesięciu lat zarejestrowane na albumie “Avenging Angel”.