Michael Zerang: drums, percussion;
Kyle Bruckmann: reeds;
Jim Baker: piano, electronics
Płyta to dla wielu spod znaku „weź to wyłącz!”. 42 i pół minuty hałasu. Ale jednak warto tę płytę mieć!
Od pierwszych sekund album chciacagowskiego tria jest bardzo konkretną, bezkompromisową propozycją. Z miejsca przed słuchaczem wzniesiona zostaje ściana dźwięku, którą, za wyjątkiem pulsujacych etnicznym rytmem perkusjonaliów Michaela Zeranga, trudno jakkolwiek zidentyfikować. Drugi utwór wienczy dźwięk swą częstotliwością świdrujacy mózg. W trzecim, pośród przesterów i szumów elektroniki zwolna jesteśmy w stanie wyróżnić barwę stroikowego instrumentu Kyle’a Bruckmanna. Stałym elementem tego muzycznego kolażu jest, rozbrzmiewająca w tym industrialnym towarzystwie, niezwykle swojska i organiczna, paleta dźwięków i energetycznych rytmów perkusjonaliów Michaela Zeranga. Nie raz na koncertach w Polsce udowadniał, że bębny w jego rękach potrafią śpiewać. W tym trio do tego śpiewu warunki są skrajnie niekorzystne, dzięki czemu ciepło jego muzyki jest jeszcze bardziej wyraźne i ujmujące.
Warto postawić sobie pytanie do czego to muzyka służy. Nie nadaje się na dystyngowane przyjęcia, raczej nikt nie da się na nią poderwać, ciężko będzie do niej tańczyć. Ja słucham tej płyty w samochodzie. W konkurencji z gadającymi głowamialbo tą samą jednostajną muzyką, warto czasem usłyszeć z jednej strony trochę prawdziwego, porządnego rytmicznego hałasu połączonego z niezwykłym urokiem naturalnych, śpiewnych, porywających i uzależniających bębnów Michaela Zeranga. Do tego jeszcze nie sposób zauważyć, że płyta jest bardzo starannie i oryginalnie wydana. W sam raz na prezent, chciałoby się rzec – ale jedynie dla sprawdzonych, wiernych i muzycznie otwartych przyjaciół.