Pracujemy nad nową odsłoną serwisu. Możesz napotkać drobne błędy edycyjne, które na bieżąco usuwamy. Dziękujemy, że jesteś z nami!

Pathways

holand pathways
Wykonawca: Dave Holland Octet
Skład:

Dave Holland: bass; Chris Potter: tenor and soprano saxophones; Robin Eubanks: trombone; Steve Nelson: vibraphone, marimba; Nate Smith: drums; Antonio Hart: alto saxophone, flute; Alex Sipiagin: trumpet, flugelhorn; Gary Smulyan: baritone saxophone.

Data wydania: 12/03/2010
Dystrybutor: Dare 2
Wydawca: Dare 2
Autor recenzji: Anna Początek

Oktet stworzony przez Hollanda na bazie jego kwintetu (Potter, Eubanks, Nelson, Smith), istniejącego od 2001 roku, jest – jak podpowiada sam Holland – zainspirowany pracą mniejszych składów Duke’a Ellingotna. Rozszerzenie zespołu (co ważne: o muzyków, którzy są członkami Dave Holland Big Band) miało dać narzędzia do malowania instrumentami dętymi – w ten sposób Duke aranżował swoje małe składy, stwarzając wrażenie, że mamy do czynienia z całą orkiestrą. W takich zespołach występował choćby na początku swojej muzycznej drogi, w latach 20., z grupą Duke Ellington and His Kentucky Club Orchestra, gdzie także było ośmioro muzyków, w tym pięcioro grających na instrumentach dętych, ale także później, gdy już na stałe prowadził swój big band. Tak naprawdę z gry w mniejszych składach wielki Duke nigdy nie zrezygnował.

A jak za oktet zabrał się Holland? Przede wszystkim, oparł kompozycje na melodyce, która jest tak dla niego charakterystyczna, że słychać tu – co zabawne – nawet echo słynnej „Conference of the Birds”. Na tej osnowie tworzone są bogate barwne spektakle. Gdy na froncie szaleje trąbka lub puzon, a z boku figluje wibrafon, pozostałe instrumenty dęte wkraczają, niczym fala zalewając powierzchnię sceny. Sekcja – a tutaj w sekcji jest lider – napędza cały zespół tak, że naprawdę mamy wrażenie obcowania z big bandem. Wykorzystanie dodatkowych dęciaków buszujących na tle igrającego wibrafonu jest imponujące. Czasem grzmią i pędzą niczym olbrzymi stwór, a czasem tworzą przestrzeń na bardziej intymne spotkania poszczególnych instrumentów. Zostało także dużo miejsca dla solówek, do czego – jako słuchacze nowoczesnego jazzu – jesteśmy na koncertach przyzwyczajeni. U Ellingtona owych intymnych spotkań, długich partii solowych kontrabasu lub perkusji ani zabawy brzmieniem wibrafonu w małych składach, oczywiście aż w takiej obfitości nie było. Inspiracja Hollanda dotyczy raczej organizacji przestrzeni, dynamiki i jędrności oraz sposobu ustalania barw poszczególnych instrumentów względem siebie, a nie jest prostą kopią pomysłów wielkiego poprzednika.

Tym bardziej jest to interesujące, gdy spojrzeć na to nagranie także przez pryzmat twórczości Hollanda. Utwory „How’s never?“, „Ebb and Flow“, „Blue Jean“ czy „Shadow Dance“ to kompozycje znane z wielu wykonań z innymi muzykami. Jest więc sposobność do prześledzenia, co wnosi obecność trąbki, fletu i kolejnych saksofonów oraz nowej aranżacji i w końcu: jak można mądrze uczyć się od Duke’a. I tylko na koniec już dodam, że niewątpliwą przyjemnością, jak zawsze, jest słuchanie Robina Eubanksa i Steve’a Nelsona. Bardzo, bardzo przyjemna czynność.

Autor: Anna Początek

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jazzarium to jeden z najważniejszych polskich portali poświęconych muzyce jazzowej i improwizowanej, który od wielu lat z pasją dokumentuje najciekawsze zjawiska na polskiej i światowej scenie. Na naszych łamach znajdziesz rzetelne recenzje płyt, wnikliwe wywiady oraz relacje z najważniejszych koncertów i festiwali. Jesteśmy przestrzenią tworzoną przez miłośników dźwięku dla wszystkich tych, którzy w muzyce szukają autentyczności i artystycznej głębi.
Copyright 2026 Jazzarium
REALIZACJA: TV