Pracujemy nad nową odsłoną serwisu. Możesz napotkać drobne błędy edycyjne, które na bieżąco usuwamy. Dziękujemy, że jesteś z nami!

In Our Lifetime

Dave Douglas - In Our Lifetime
Wykonawca: Dave Douglas
Skład:

Dave Douglas – trumpet; Joey Baron – drums; Uri Caine – piano; James Genus – bass; Josh Roseman – trombone; Chris Speed – clarinet; Marty Ehrlich – clrainet (1)

Data wydania: 01/01/1995
Autor recenzji: Paweł Baranowski

Dave Douglas jest wielki. Jest wspaniałym trębaczem, muzykiem, kompozytorem, liderem grup od wszechstronnej stylistyki, od trzeciego nurtu String Quintet, poprzez jazz środka Sextetu i Quartetu po eklektyczną formę Tiny Bell Trio. Nie wolno przecież jednak zapominać o wciąż funkcjonującym awangardowym projekcie Sanctuary i klasycyzującym Charms Of The Night Sky. Oprócz tego do chwili obecnej w sposób stały uczestniczy w The Same River, Twice Myry Melford, duecie z Hanem Benninkiem, występuje z Masadą, uczestnicząc też w innych przedsięwzięciach Zorna, a od jakiegoś czasu realizowany jest też projekt – Witness.

Biorąc pod uwagę, że Douglas pierwszy raz zaobserwowany został naście lat temu – to doprawdy imponujący dorobek. Niektórzy skłonni są twierdzić, że to najważniejszy muzyk, a przynajmniej trębacz współczesnego jazzu. Lubiąc Douglasa, daleki jestem od  klasyfikacji ’naj’. Jest to na pewno rzetelny muzyk.

Pamiętam swoje pierwsze spotkanie z jego muzyką: Masada gdzieś w zamierzchłej przeszłości, może 1994 roku. Nie powiem, że było to objawienie, ale sygnał, że karierze tego muzyka należy przypatrywać się baczniej. Niebawem usłyszałem „Parallel Worlds” – płytę, której wówczas nie bardzo rozumiałem, a potem pierwsza płyta Douglasa, jaką nabyłem – „In Our Lifetime”, wspaniały hołd trębacza złożony innemu trębaczowi.

Materiał na płycie został zarejestrowany przez jeden ze stałych zespołów Douglasa, a mianowicie jego Sextet, który powołany został, by przedstawiać muzyczne, jazzowe fascynacje i inspiracje Douglasa. Ta pierwsza płyta poświęcona była Bookerowi Little, pamiętnemu partnerowi Erica Dolphy’ego. Płyta zawiera szereg kompozycji własnych lidera oraz trzy skomponowane przez Bookera Little; zawiera też przetworzoną awangardę jazzu początku lat 60., w której uczestniczył właśnie Little. Muzyka kipi swingiem, energią. Można rzec, że jest dość naturalnym łącznikiem pomiędzy nostalgią za latami świetności Eric Dolphy – Booker Little Quintet a współczesnością. Wspaniali muzycy zagrali tu cudowne solówki. Biorąc pod uwagę, kto na tej płycie gra – jest ona wprost wymarzona dla mnie.

Oto, oprócz lidera, na saksofonie tenorowym i klarnecie zagrał młody wówczas Chris Speed, już wtedy prezentując wyśmienity poziom; puzon to domena Josha Rosemana – spadkobiercy Roswella Rudda, chyba najczęstszego gościa współczesnych przedsięwzięć awangardowych tam, gdzie wykorzystywany jest puzon; piano to nieoceniony Uri Caine, cudowny, wspaniały, w którego muzyce jednoczy się wszystko to, co w pianistyce jazzowej najważniejsze – dynamika Hancocka, liryzm Evansa; nadto sekcja marzeń: Joey Baron – James Genus, inteligentni, wyśmienicie rozumiejący intencje lidera muzycy; na dokładkę w jednym utworze zagrał Mark Ehrlich na klarnecie basowym – i to w zasadzie jedyna uwaga krytyczna do tej płyty – mógł zostać wykorzystany w większym stopniu, a muzyka, co w zasadzie niewyobrażalne, jeszcze by tylko na tym zyskała. Trudno to sobie wyobrazić, szczególnie, gdy posłuchamy kipiących żarem, energetycznych solówek Speeda i Rosemana, doskonałych harmonii tworzonych przez Caine’a i skupionej trąbki lidera.

Douglas zaczynał zatem z niebotycznie wysokiego pułapu dźwiękowej i jazzowej perfekcji. Obawa, by utrzymał ten poziom, pomimo pewnych moich narzekań, które znane są Arturowi i kilku jeszcze osobom, z którymi rozmawiam o jazzie – w zasadzie nie wytrzymuje próby, choć we współczesnych jego płytach brakuje mi właśnie tego żaru, swingu, który tak szczodrze oferowany jest na tej płycie. I jeszcze jedna uwaga na koniec. Z recenzji tej może wynikać, że to ot taka, super jazzowa jazda mainstreamowa w typie, czy ja wiem, Joshuy Redmana czy Jamesa Cartera. Nic podobnego. Materiał tu zawarty nie należy do łatwych i wymaga pewnego osłuchania. Kiedy poświęci się mu jednak wystarczająco dużo czasu, potrafi odpłacić tym, co najlepsze – najwspanialszym jazzem pod słońcem.

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jazzarium to jeden z najważniejszych polskich portali poświęconych muzyce jazzowej i improwizowanej, który od wielu lat z pasją dokumentuje najciekawsze zjawiska na polskiej i światowej scenie. Na naszych łamach znajdziesz rzetelne recenzje płyt, wnikliwe wywiady oraz relacje z najważniejszych koncertów i festiwali. Jesteśmy przestrzenią tworzoną przez miłośników dźwięku dla wszystkich tych, którzy w muzyce szukają autentyczności i artystycznej głębi.
Copyright 2026 Jazzarium
REALIZACJA: TV