Pracujemy nad nową odsłoną serwisu. Możesz napotkać drobne błędy edycyjne, które na bieżąco usuwamy. Dziękujemy, że jesteś z nami!

Ode to O

ogjb

Zapowiadaliśmy te płytę kilka tygodni temu i wreszcie trafiła na łamy Jazzarium w formie recenzji. Opisywanie takich albumów sprawia wielką przyjemność z jednej strony z drugiej nastręcza kłopotów.

Przyjemność wiadomo, ponieważ muzyka z takich płyty wlewa się w duszę i pozostaje tam na długie godziny, a czasem i tygodnie. Nie ma w takich wypadkach żadnego znaczenia jaka jest geneza pyty, ani też czy w ogóle jakakolwiek jest. Skład także w tym świetle wydaje się o wiele mniej istotny, gdy docierające dźwięki są jak balsam na udręczoną, jazzowym średniactwem sporej części ukazujących się albumów, duszę.

Kłopoty natomiast pojawiają się gdy przychodzi moment recenzencki. Trzeba jakoś ująć w słowa kolorowe i ciepłe myśli w jakąś całość, mającą najlepiej charakter mądrej i rzeczowej wypowiedzi, takiej żeby mogła jednocześnie oddać powagę muzycznego zdarzenia i być dowodem minimalnej choć erudycji recenzenta, a nie popadać w ton euforyczno-patetyczny. W takiej sytuacji proponuję wszystkim piszącym o płytach, aby zlekceważyli kłopoty nawet narażając się na krytykę innych i po prostu dali się się ponieść swojemu entuzjazmowi.

 

Tak więc bierzmy ten album i cieszmy się nim nie zważając na nic! Oliver Lake i Barry Altschull to legendy i innowatorzy, gwiazdy i kreatorzy tego co dziś rozumiemy jako kreatywną muzykę jazzową. Joe Fonda to wielka postać amerykańskiego kontrabasu a Graham Haynes trębacza znakomitość, której nie zamaskują nawet te z jego płyt, o których trudno powiedzieć, że nagrane zostały po coś szczególnie ważnego.

Razem działają od jakiegoś czasu i jako kwartet właśnie notują drugą w dyskografii płytę. Pierwsza była całkiem akustyczna, ta kolorowana została w części również elektroniką, za użycie której odpowiedzialny w dwóch kompozycjach odpowiedzialny jest trębacz. I to jest bardzo udane pokolorowanie. Udane są też kompozycje, jakich dostarczył każdy z członków bandu. To wyraziste utwory, niekiedy ze zwartymi i zapadającymi w pamięć tematami, a niekiedy opartymi na bassowych, groove’owych riffach basu, a jeszcze kiedy indziej na kompozycje bardziej otwarte i z aspiracjami kolorowanych znakomitym poczuciem muzycznej barwy poszczególnych muzyków.Razem daje to poczucie, że mamy różnorodny materiał muzyczny, ale też w różnorodny sposób dający przestrzeń do wspólnej kreacji. A ta jest kluczowa dla ogólnego odbioru płyty i to z niej właśnie płynie strumień cudowności.

Album nosi tytuł od kompozycji Barry’ego Altschulla napisanej w 2016 roku, niedługo po tym jak świat obiegła wiadomość o śmierci Ornette’a Colemana. Nie dajmy się jednak owładnąć pokusie myślenia o „Ode to O” jako o płycie Colemanowskiej. Niech nas też przy tej myśli nie przytrzymuje skład instrumentów. Oczywiście saksofon altowy, trąbka, kontrabas i perkusja to jako żywo zestaw, jaki przyniósł jazzowi Ornette, ale tak naprawdę oczywistych i bezpośrednich odniesień do tamtego kwartetu nie ma przynajmniej w warstwie koncepcyjnej. „Ode To O” dzieje się jakby poza kosmosem Colemana. To jednak zupełnie nie przeszkadza być muzyce OGJB być fascynującą, wciągającą opowieścią o tym jak cztery indywidulaności mogę wspólnie tworzyć narrację tak zajmującą, że trudno od niej się oderwać.

Autor: Maciej Karłowski

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jazzarium to jeden z najważniejszych polskich portali poświęconych muzyce jazzowej i improwizowanej, który od wielu lat z pasją dokumentuje najciekawsze zjawiska na polskiej i światowej scenie. Na naszych łamach znajdziesz rzetelne recenzje płyt, wnikliwe wywiady oraz relacje z najważniejszych koncertów i festiwali. Jesteśmy przestrzenią tworzoną przez miłośników dźwięku dla wszystkich tych, którzy w muzyce szukają autentyczności i artystycznej głębi.
Copyright 2026 Jazzarium
REALIZACJA: TV