Pracujemy nad nową odsłoną serwisu. Możesz napotkać drobne błędy edycyjne, które na bieżąco usuwamy. Dziękujemy, że jesteś z nami!

Multiverse

a1038433000_10
Wykonawca: Gonçalo Almeida/ Yedo Gibson/ Vasco Furtado
Skład:

Gonçalo Almeida – kontrabas; Yedo Gibson – saksofon sopranowy; Vasco Furtado – perkusja;

Data wydania: 09/11/2018
Autor recenzji: Andrzej Nowak (http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/)

Czas i miejsce zdarzenia: SMUP Parede, Portugalia, data nieznana. Ludzie i przedmioty: Gonçalo Almeida – kontrabas, Yedo Gibson – saksofon sopranowy, Vasco Furtado – perkusja. Co gramy: muzyka swobodnie improwizowana (all music by the musicians). Efekt finalny: cztery improwizacje z tytułami, łącznie 45 minut i 30 sekund. Wydane pod nazwiskami muzyków i tytułem „Multiverse” przez Multikulti Project/ Spontaneous Music Tribune Series. Dostępne na rynku od 9 listopada 2018r.

Przebieg wydarzeń/wrażenia subiektywne:

„Chanty”. Niski, piękny, dosadny dron z kontrabasu tworzy wyjątkową introdukcję dla tej chanty song. Po kilkudziesięciu sekundach dołącza do niego wysoko zestrojony saksofon sopranowy. Stawia pieśń otwarcia na sztorc i budzi emocje. Dwa strumienie radykalnych dźwięków, silnych, świeżych, jakby zatopionych w nieistniejącej formule wyzwolonego folku, wrastających korzeniami w tradycję meta free jazzu. W tle pracuje czujny perkusista, który dba o to, by popisy kolegów miały barwny i adekwatny „background”. Skupiony na talerzach i czerstwych obrzeżach werbla. Chanty to chór niebios, może także skowyt piekła. W 5 minucie wąska tuba saksofonu już płonie, a struny kontrabasu zdaja się być rozgrzane do czerwoności. Temperamentny, skupiony „drumming” wzmaga wrażenie. Rodzaj intensywnego tańca godowego, duchowego rytuału wchodzenia na poziom wysokiej istotności tego, co wokół. Oddech cyrkulacyjny Yedo, śpiewny „bowed bass” Gonçalo i gołębi tupot mantrycznej perkusji.

„Quick Angles”. Kontrabasowe pizzicato, rodzaj stylistycznego kontrapunktu. Perkusjonalia na bogato, sopran zaś poszarpany, zwinnie rozchełstany, śle krótkie, urywane frazy pełne emocji. Trio znów chwyta wysoki poziom intensywności, szybko przechodzi do fazy galopu. W 4 minucie Gibson pętli się i łamie pozornie czyste brzmienie dęciaka. Kontrabas na niedługą chwilę zostaje sam. Pod nim toczy się jednak skromna ekspozycja Furtado. Saksofon wraca ze zwierzęcym rykiem w gardle – free metal soprano! Obok Almeida realizuje swój plemienny taniec.

„Slow Tachyon”. Zgodnie z tytułem „flow” saksofonu jest powolny, a kontrabas znaczy teren pojedynczymi akordami. Talerze grzmią i rezonują. Muzycy zdają się akompaniować wyimaginowanej postaci Steve’a Lacy, który przechodzi tuż obok. Kołyszą się, wznoszą i opadają. Pną się ku górze, eskalują emocje, ale czynią to niezwykle leniwym krokiem. Faktura narracji gęstnieje – Gibson łapie, nie po raz ostatni tego dnia, kosmiczny poziom kompetencji, goni na szczyt, Gonçalo wtapia się w rytm, a Vasco pęcznieje w oczach. Wspaniały moment! 5-6 minuta i niespodziewane solo kontrabasu. Aż grzmi u samego dołu. Potem, dla odmiany, krzyk sopranu na tle werbla – kompulsywne duo. Saksofon skacze, a obok dynamiczny dobosz śle pozdrowienia. Kipiel i pożoga! Kolejny szczyt osiągnięty ze śpiewem na ustach! Gdy powraca ten trzeci, trio włącza szósty bieg i w galopie zdobywa złoty medal na mistrzostwach świata we free jazzie! Przy okazji sięgając indywidualnego panteonu sopranu! Rytmiczne wybrzmiewanie koi natłok emocji.

„Verdade ou Consequência”. Gardło, zęby, usta, nos, płuca i nozdrza, także ustnik. Introdukcja Gibsona realizowana jest przy użyciu wszelkich dostępnych środków. Obok twarde pizzicato bez zdania odrębnego, także samoeskalujące się talerze. Cała trójka gra marsza i buduje nową opowieść. Po chwili cudownie plączą im się nogi. W tubie, może obok tuby, rodzą się same pokraczne ekspozycje. Jakby na przekór oczekiwaniom, saksofon zaczyna intonować melodyjną pieśń. Kontrabas repetuje, a perkusja wpada w incydentalną konwulsję. Steve Lacy na lekkim „speadzie”, sekcja gęsta jak ołów. W 8 minucie Gibson milknie, dla odmiany Almeida pięknie rozkwita. Gdy ten pierwszy powraca, jego „flow” pachnie już szaleństwem na kilometr. Śpiewa, zawodzi, krzyczy i pohukuje. Tańczy i drepta w miejscu. Finał tej płyty musi odbyć się w galopie. Samo zaś wybrzmiewanie jest udziałem perkusji i kontrabasu. Yedo stoi obok i grozi palcem. Z gardła wydobywa wyłącznie złe myśli.

 

Autor: Andrzej Nowak (http://spontaneousmusictribune.blogspot.com/)

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jazzarium to jeden z najważniejszych polskich portali poświęconych muzyce jazzowej i improwizowanej, który od wielu lat z pasją dokumentuje najciekawsze zjawiska na polskiej i światowej scenie. Na naszych łamach znajdziesz rzetelne recenzje płyt, wnikliwe wywiady oraz relacje z najważniejszych koncertów i festiwali. Jesteśmy przestrzenią tworzoną przez miłośników dźwięku dla wszystkich tych, którzy w muzyce szukają autentyczności i artystycznej głębi.
Copyright 2026 Jazzarium
REALIZACJA: TV