A gdyby przemówił bas? W rękach Reanud Garcii-Fonsa bas bez wątpienia przemawia, tym razem podczas solowego występu w pirenejskim, malowniczym opactwie Marcevol. Mówi kwieciście, elokwentnie, wyrafinowanymi słowami, wypowiadanymi z nienaganną dykcją. Jest w tej mowie, chwilami wręcz onieśmielająca erudycja. O, może przemawia tak, jak robi to w swoich powieściach Umberto Eco. Bez błędów idealnie skomponowanymi zdaniami, mającymi swój rytm i nie dającą podważyć się logikę. I tak jak u Eco całość robi piorunujące wrażenie!
Fons jest mistrzem, magiem czterech strun, a właściwie pięciu strun, tyle bowiem liczy ich sobie zbudowany dla niego przez lutnika z Arles kontrabas. Tak na marginesie również mistrza w swojej dziedzinie. U źródeł pięknej basowej mowy Fonsa leży technika gry. Bez znaczenia czy arco (smyczkowa) czy piccicato (palcowa) czy jakakolwiek inna! Kontrabas dawno temu stał się całkowicie posłusznym mu narzędziem, a wiedza o muzyce mocnym sprzymierzeńcem.
Nie jest prosto temu szalenie efektownemu, diabolicznemu nieomal opowiadaniu nie ulec. Kusi orientalną urodą, niecodzienną powierzchownością, refleksami zapierającymi dech w piersiach. Czy jednak po tym, gdy już każde dopieszczone słowo i misternie ułożona fraza wybrzmią, a my pozostaniemy sam na sam z własną pamięcią o tej muzyce, pozostanie w głowie jakieś ważne zdanie? Czy dowiemy się z tej błyskotliwej narracji czegoś, czego nie wiedzieliśmy? Albo czy coś, co zaledwie przeczuwaliśmy ujęte zostało w celną, wartą zapamiętania pointę? No właśnie nie potrafię sobie przypomnieć czy coś takiego jest i nie szczególnie pomaga mi w tym, a jakże pięknie zrealizowane DVD.