Pracujemy nad nową odsłoną serwisu. Możesz napotkać drobne błędy edycyjne, które na bieżąco usuwamy. Dziękujemy, że jesteś z nami!

Keep The Dream Up

keep

Joe McPhee to postać absolutnie wyjątkowa. To jego dokonania zainspirowały w połowie lat 70. Wernera Xaviera Uehlingera do założenia Hat Hut – jednej z najważniejszej europejskich wytwórni dokumentujących free jazz czy szerzej pojętą muzykę improwizowaną, a także awangardową twórczość kompozytorską. Ten saksofonista i trębacz (na omawianej płycie gra wyłącznie na tenorze) jest obecnie, obok Wadady Leo Smitha, najbardziej aktywnym i z pewnością jednym z najbardziej twórczych przedstawicieli muzyków z pokolenia urodzonego na przełomie lat 30. i 40. XX wieku, których ekspresja wyrasta z doświadczeń freejazzowej rewolty lat 60.

 

Piszę to świadom, że wciąż działają: Archie Shepp, Roscoe Mitchell, Peter Brotzmann, jak i ciut młodsi artyści: Anthony Braxton, Henry Threadgill i Evan Parker, których dorobek śledzę i zdecydowanie poważam. Minione ćwierćwiecze to najaktywniejszy wydawniczo okres w biografii McPhee. W tym czasie ukazało się kilkadziesiąt płyt sygnowanych, bądź współsygnowanych jego nazwiskiem i trudno wśród nich doszukać się słabej pozycji.

 

 

„Keep The Dream Up” współfirmuje McPhee z Kirkem Knuffke, młodszym od niego o ponad czterdzieści lat, niewątpliwie wybitnym, uznanym, wszechstronnym trębaczem. Ma on na koncie około dwudziestu autorskich albumów i udział w ponad pięćdziesięciu jako sideman. Obaj muzycy wielokrotnie razem grali, ale to ich pierwszy wspólny występ zarejestrowany na płycie.

 

 

Knuffke jest wirtuozem, a zarazem artystą bardzo otwartym, penetrującym wiele obszarów współczesnej twórczości improwizowanej. Na „Keep The Dream Up” demonstruje szeroką gamę swych możliwości.

Muzyka wypełniająca płytę to, najkrócej rzecz ujmując, pełen polotu avant-jazz – drapieżny, ale zarazem mający oddech, a nierzadko także całkiem refleksyjny. W swoich zrębach niekiedy bliski dokonaniom Tria X, będącego bez wątpienia jednym z najlepszych zespołów działających w tym formacie w pierwszej dekadzie XXI wieku. Nie powinno to dziwić, bo występuje tu 2/3 członków rzeczonego tria (McPhee i perkusista Jay Rosen). Szerszy skład owocuje jednak muzyką bogatszą, bardziej wielowymiarową. Na kontrabasie gra inny stary znajomy saksofonisty – Michael Bisio, wyśmienicie posługujący się zarówno techniką pizzicato, jaki i (dość często eksploatowaną) arco. Partie klarnecisty basowego Christofa Knoche pojawiają się tylko w dwóch utworach, nadając im ciemniejszego kolorytu. Nie wiem, na ile muzyka jest skomponowana – część utworów firmują wszyscy grający je muzycy, a kilka ma wskazanego jednego autora. Wydaje się, że dominuje free, ale wiele fragmentów sprawia wrażenie dość precyzyjnie rozplanowanych. Nawet jeśli nie są szczegółowo zapisane, to pewnie mamy do czynienia z przynajmniej zgrubnie rozpisanymi rolami oraz zdefiniowanym sposobem gry i ekspresji. Świetna, świeża, porywająca muzyka!

 

Autor: Łukasz Iwasiński

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jazzarium to jeden z najważniejszych polskich portali poświęconych muzyce jazzowej i improwizowanej, który od wielu lat z pasją dokumentuje najciekawsze zjawiska na polskiej i światowej scenie. Na naszych łamach znajdziesz rzetelne recenzje płyt, wnikliwe wywiady oraz relacje z najważniejszych koncertów i festiwali. Jesteśmy przestrzenią tworzoną przez miłośników dźwięku dla wszystkich tych, którzy w muzyce szukają autentyczności i artystycznej głębi.
Copyright 2026 Jazzarium
REALIZACJA: TV