„Bez wątpienia Adam jest najbardziej rozwiniętym technicznie skrzypkiem żyjącym w naszych czasach. Możemy spodziewać się po nim wszystkiego.” – napisał Ulrich Olshausen z Frankfurter Allgemeine Zeitung o skandalicznie młodym skrzypku jazzowym rodem z Gorzowa Wielkopolskiego, adresem z Nowego Jorku, Adamie Bałdychu. Te słowa skreślił po wysłuchaniu koncertu polskiego muzyka w Berlinie. Dzień po koncercie, Bałdych miał już w kieszeni umowę z wytwórnią ACT. 25 maja ukazał się owoc tego kontraktu, album „Imaginary Room”, nagrany przez skrzypka w towarzystwie Baltic Gangu, tworzonego przez pianistę Jacoba Karlzona, basistę Larsa Danielssona, trębacza Verneri Pohjolę, saksofonistę Mariusa Neseta i puzonistę Nilsa Landgrena. Na płytę składa się dwanaście oryginalnych kompozycji Bałdycha (dwie spośród nich przy udziale Danielssona i Karlzona).
I widoczne są powody, dla których Bałdych jest obsypywany nagrodami i komplementami z każdej strony. Wszystkie utwory są oczywiście bardzo dobrze zagrane, co gwarantuje klasa muzyków zaproszonych do nagrania. Ale i młody skrzypek nie odstaje od bardziej doświadczonych towarzyszy. Kompozycje są wysmakowane i elegancko wyważone. Nieco przewidywalne, ale to nie jest nawet poważny zarzut wobec tak młodego muzyka. Bałdych prezentuje nie tylko wysokie umiejętności ale również sporą dojrzałość – nie stara się zdominować nagrania swoją osobą. Pokornie słucha starszych kolegów, gra razem z nimi, a nie sam ze sobą. Bardzo dobra, nastrojowa płyta.
Nie napiszę, że Bałdych jest już muzykiem dojrzałym ponieważ dobrze życzę młodemu skrzypkowi. Liczę, że „Imaginary Room” to dopiero rozgrzewka i wszystko co najlepsze dopiero przed nim. Opinia niemieckiego dziennikarza była być może nieco przesadna w entuzjazmie ale z pewnością mamy do czynienia z dużym talentem. Słuchanie tej płyty było przyjemnością.