Pracujemy nad nową odsłoną serwisu. Możesz napotkać drobne błędy edycyjne, które na bieżąco usuwamy. Dziękujemy, że jesteś z nami!

Floratone II

bill-frisell-floratone-353x
Wykonawca: Floratone
Skład:

Bill Frisell – gitary,
Matt Chamberlain – perkusja, instrumenty perkusyjne,
Lee Townsend – produkcja,
Tucker Martine – produkcja,
Mike Elizondo –bas,
Jon Brion – keyboard,
Ron Miles – trąbka,
Eyvind Kang – altówka

Data wydania: 06/03/2012
Dystrybutor: www.savoyjazz.com
Wydawca: Savoy Jazz
Autor recenzji: Anna Początek

W jazzie, w rocku i na granicy tych gatunków spotykamy czasem supergrupy. Są zakładane przez muzyków o nieprzeciętnym talencie i sprawności instrumentalnej. Złożone z superstars, by dać widzom upragnione show, jak na przykład w przypadku G3. Podczas tras tego bandu sale widowiskowe są wypełnione po brzegi spragnionymi karkołomnego, mocnego gitarowego grania, i są to są fani zarówno jazzu, jak i rocka. I nie dziwi wcale, że Joe Satriani ma na FB blisko 1,6 miliona lajknięć, Steve Vai grubo ponad 1,2. I w sumie znów nie jest niespodzianką, że w świecie fejsa i gwiazdorskiego grania najbardziej wytrawny z trójcy, wizjoner Robert Fripp ma jedynie nieco 22,7 tysiąca łapek. Podobny wynik osiągnął posiadacz jednego z najbardziej rozpoznawalnych gitarowych brzmień, Bill Frisell, członek zupełnie, ale to zupełnie innej supergrupy, mianowicie – Floratone.

Muzycy Floratone twierdzą zgodnym chórem, że powodem do rozpoczęcia wspólnego grania było nic innego, jak chęć spędzania miło czasu ze starymi przyjaciółmi. A że ci przyjaciele to starzy wyjadacze, którzy na gitarowych kostkach, perkusyjnych pałeczkach i suwakach mikserskich połamali wszystkie możliwe zęby, to już zupełnie inna bajka. I sobie z tym, słuchaczu, radź. Bo trzon Floratone stanowią: brand sam w sobie – Bill Frisell, rozrywany w Stanach perkusista – Matt Chamberlain oraz dwóch… producentów – Lee Townsend i Tucker Martine. Frisella przedstawiać nie trzeba, a jeśli jednak tak, to tylko odsyłam do wstępu. Chamberlain – za rekomendację wystarczy, że działał z Herbiem Hancockiem, Bruce’em Springsteenem, Dido i Pearl Jam.

Jeśli ktoś zaś cudem nie słyszał o Lee Townsendzie, niech mu za wskazówkę posłuży, że to on, nikt inny, produkował nie tylko muzykę Frisella, Scofielda, Metheny’ego, Abercrombiego i Marca Johnsona, ale także Dave’a Hollanda czy Elvisa Costello. Już od samego wyliczania tego towarzystwa można zemdleć z wrażenia. A o Tuckerze Martinie nadmienię tyle, że produkował Mudhoney. Co prawda nie w latach, kiedy zapoznawali oni świat ze swoim rewolucyjnym wynalazkiem – grunge’em – no, ale zawsze: współpraca z taką legendą, to nie lada pozycja w CV. Do tego mocnego trzonu tym razem dołączyli gościnnie basista Mike Elizondo, obracający się w kręgach Dr. Dre i Alanis Morisette, keyboardzista Jon Brion, który pracował m.in. z Bradem Mehldauem, trębacz Ron Miles i – po raz wtóry z Floratone i po raz enty z Frisellem – altowiolista i skrzypek Eyvind Kang, który wydaje tutaj dźwięki do złudzenia przypominające chińskie erhu.

Jak widać gołym okiem, opisanie supergrupostwa tego składu to bułka z masłem. Czy coś jeszcze powinnam dodać? No może, że grają supermuzę. Ale nie taką fajerwerkową i zmiatającą z miejsca. Nie. Ta muzyka jest tak po prostu – super. Frisell powiedział, że jak pracuje w tym zespole, to nie czuje upływu czasu, że się poddaje muzyce i zwyczajnie gra. No dobrze, ale ktoś złośliwy powie, że to nic nie znaczy, że takie kocopoły może powiedzieć każdy muzyk, który lubi grać z kolegami. Oczywiście, powiedzieć o swojej twórczości można wszystko, Internet zresztą jest pełen opowieści muzyków o ich własnej muzyce. Można zaryzykować nawet stwierdzenie, że długość opowiadań dookoła muzyki danego twórcy rośnie wraz ze stopniem jego gawiazdorstwa lub braku dystansu do siebie. W przypadku Frisella nie musimy obawiać się gwiazdorzenia i możemy spokojnie czekać na piękną historię, opowiedzianą w mistrzowski sposób.

„Floratone II“ to, jak sugeruje tytuł, drugi album grupy. Pierwszy nazywał się „Floratone“. Łatwo i warto zapamiętać. Pierwszy ukazał się w barwach Blue Note w 2007 roku, po dwóch latach pracy, a także założenia, zespołu. Drugi album wydała wytwórnia Savoy Jazz. Pomysł na niego to połączenie brzmień zróżnicowanych  instrumentów (na drugiej płycie jest ich więcej niż na pierwszej, podobnie zresztą jest tu z gatunkami), miejsce i na improwizację, i na kompozycję, a po zgraniu – na przemyślane aranżersko-porducenckie hocki-klocki. I okładka: wpatrzcie się w okładkę.

Udany mariaż osób z dwóch stron szyby studia nagraniowego to gratka. Powstała z niego muzyka z groove’em, miotająca klimatami, lśniąca dźwiękami, melodyjna i bardzo fabularna. Taka fabularność jest częsta u Frisella – jego facebookowi fani rozpoznają zapewne w pierwszym kawałku, „The Bloom Is On“, podobieństwo do tracków z albumu „History, Mistery“. Fabularność ta jest, po pierwsze, rozbudowana i wypełniona misternie zbudowanymi wątkami, po drugie: przesiąknięta czymś nielogicznym, magicznym. Muzyka jest czarowna, niedopowiedziana, próbująca uchwycić pamięć o wrażeniu czegoś nie do opisania. Nie zaznacza ram gatunkowych: możemy raz poczuć się dawno temu w Ameryce, a czasem jak we współczesnym londyńskim klubie imprezowym. Całość powoli snuje się z głośników i, jak zapowiadał Frisell, po prostu zapominamy o czasie.

Supergrupa może być jak supernowa. W przypadku G3 oznacza to wybuch energii na scenie, niepozostawiający obserwatorom za dużo czasu na własne refleksje. W przypadku Floratone oglądamy wybuch energetyczny w zwolnionym tempie i widzimy, jak rodzi się z niego piękna i zagadkowa mgławica, która przetrwa… albo nie. Tajemnica zaklęta w intrygującej muzce. 

Autor: Anna Początek

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jazzarium to jeden z najważniejszych polskich portali poświęconych muzyce jazzowej i improwizowanej, który od wielu lat z pasją dokumentuje najciekawsze zjawiska na polskiej i światowej scenie. Na naszych łamach znajdziesz rzetelne recenzje płyt, wnikliwe wywiady oraz relacje z najważniejszych koncertów i festiwali. Jesteśmy przestrzenią tworzoną przez miłośników dźwięku dla wszystkich tych, którzy w muzyce szukają autentyczności i artystycznej głębi.
Copyright 2026 Jazzarium
REALIZACJA: TV