Anat Cohen – saksofon tenorowy, klarnet,
Avishai Cohen – trąbka,
Yuval Cohen – saksofon tenorowy,
Aaron Goldberg – fortepian,
Matt Penman – kontrabas,
Gregory Hutchinson – perkusja,
Gość specjalny: Jon Hendricks – wokal
Wesołe rodzinne granie. Jazz z Tel Awiwu, ale całkiem amerykański. Przemiłe rodzeństwo zaprasza do odprężającej zabawy. Dwa saksofony i trąbka, w towarzyszeniu pianisty, świetnej sekcji i wyśmienitego wokalu zawirują nami tanecznym goroove’em oraz zaskoczą big-bandowymi aranżacjami.
Zespół nie odkrywa Ameryki, ale jazzowo zna ją wzdłuż i wszerz. Historia buntowniczej muzyki Nowego Świata nie ma dla nich tajemnic. Ich swoboda także. Jeśli pierwszy kawałek nas o niej nie przekonuje, to już drugi – superdynamiczny „Blues for Dandi’s Organge Bull Chasing an Orange Stick“ – na pewno przekonać pomoże. Dużo dynamiki, dużo dźwięków, duża precyzja, duża erudycja, ale chyba za mało duszy.

Jeden z krytyków napisał o trio Cohenów, że to Marsalisowie z Tel Awiwu. Według mnie to raczej ich dalecy kuzyni. Przejawiają te same fascynacje, ale mają o wiele mniej do powiedzenia. Ich muzyka jest znakomita do klubu, bo naprawdę sprawia dużo frajdy. Na 10 utworów nie ma jednej zapadającej w pamięć melodii i, niestety, nie rekompensuje tego nawet wykonanie „On the Sunny Side of the Street“. Nie ratuje też utwór dedykowany Mingusowi. Na miłe tło do spotkania z przyjaciółmi w słoneczny dzień – polecam, natomiast zostawia ten album duży niedosyt.