Assif Tsahar – tenor saxophone; William Parker – bass; Susie Ibarra – drums/percussion
Pierwsze dźwięki tej płyty są jak wyjście z ciepłego, przytulnego mieszkanka w rozszalałą na polu burzę. Zmyją wszystko. Cały kurz. Przemoczą do suchej nitki. Tsahar wręcz eksploduje swym saksofonem we free jazzowym idiomie. Potem dwa krótkie interludia (na płycie będzie takich w sumie sześć). I odmienny w charakterze, kontemplacyjny utwór czwarty. To jak przejaśnianie się po burzy. Jeszcze gdzieniegdzie słychać grzmoty, ale już przedziera się słońce…
Jakkolwiek trio składające się z saksofonu i sekcji jakoś z natury swojej ogniskuje uwagę słuchacza na saksofoniście, to „Through Forgotton Ancestors” przykuwa uwagę nieszablonową grą Susie Ibarry na perkusji. Z przemoczenia schniemy przy sonorystycznych eksperymentach „Sun Drops”. Ten utwór zdumiewa bogactwem dźwięków, szczególnie tych tworzonych przez Parkera i Ibarrę. Tutaj pomimo względnej cichości tych dźwięków przede wszystkim rozgrywa się utwór. Kiedy do łask dochodzi saksofon, jest on jak pojawianie się koło nas innych osób, które z tych czy innych przyczyn postanowiły wyjść na pole, bo już po burzy. Jeszcze nieśmiali, bo może zdarzyć się burzy powrót, ostrożnie, ale świadomie kroczący po ziemi. Muzycznie materiał zaczyna ciążyć w kierunku europejskiego free improv.
Tytułowy „Ein Sof” przywodzi na myśl, te chwile, kiedy burza chce jeszcze wrócić. Zagrzmi gdzieś z oddala. Zachmurzy na sinoczarno na horyzoncie… Wraz z czwartym interludium „Ephemeral Symbiosis, part 1” na półtorej minuty wracamy w rejon free jazzu, by znaleźć w końcu poburzowe słońce we free jazzowym bluesie „Shadow Puppets”. Niekiedy ostre, niekiedy bardzo przygrzeje, lecz pewności powrotu do grzmotów i błyskawic jeszcze nie ma. Pełny spokój przychodzi dopiero wraz z następnym utworem „Internal Dialogue”, który jawi się jakby dojściem do naszego celu. Bogactwo brzmień tworzonych przez trzech instrumentalistów może się podobać. Niespieszne to dźwięki i rozważnie stawiane kolejne nuty, choć jesteśmy przecież w krainie free. Potem jeszcze dwie miniatury spod znaku „Ephemeral Symbiosis”. Jeden znów z niekonwencjonalnie grającą Ibarrą, oba umieszczone gdzieś w scenie free improv i płyta się nagle kończy wraz z upływem 103 sekundy szóstej części „Ephemeral Sumbiosis”…
Nie polecam jej nikomu, kto nie wszedł w świat dźwięków granych przez Evana Parkera, Brotzmanna, Rutheforda… Nie polecam też tym, którzy w muzyce cenią sobie przede wszystkim melodię. Assif Tsahar, a tym bardziej jego bardziej znani partnerzy: William Parker i Susie Ibarra, to muzycy kroczący swą bezkompromisową drogą, która znajduje słuchaczy pośród fanów muzyki free. Ci znajdą w tej muzyce wszystko, co lubią i cenią. Niewątpliwie zaś, warto popatrzeć i pośledzić jak się będzie rozwijała kariera wciąż jeszcze Tsahara i czy w istocie – tak jak o nim mawiają w uznanych periodykach – stanowić on będzie istotny głos swego pokolenia w dorobku tej sceny.