Kuba Wójcik – gitara; Kamil Piotrowicz – fortepiano; Luca Curcio – kontrabas; Albert Karch – perkusja
Człowiek słuchający lubi być zaskakiwany, a nic nie ma takiego potencjału niespodzianki jak muzyczne debiuty. W przypadku kontaktu z tymi udanymi – zwłaszcza, jeśli powstają one niejako poza radarem, w cieniu codziennego życia jazzowego – przyjemność, jako nieoczekiwana, zostaje zwielokrotniona. Album Dark Matter grupy Minim Experiment posiada wszelkie walory takiego właśnie debiutu.
Wywodzący się z gdańskiej Akademii Muzycznej, terminujący obecnie w Rytmisk Musikkonservatorium w Kopenhadze gitarzysta Kuba Wójcik na powołanie do życia autorskiego bandu zdecydował się stosunkowo późno. Powściągliwość ta nie była jednak bynajmniej bezpodstawna, gdyż Minim Experiment jest projektem o głęboko przemyślanym kształcie artystycznym. Zgodnie ze swą nazwą – zespół gra muzykę intencjonalnie umiarkowaną, i do uprawiania takiej właśnie formy Wójcik dobrał towarzystwo jak najbardziej odpowiednie, bo zasługi na polu zbliżonej estetyki mają i pianista Kamil Piotrowicz (patrz: dokonania jego kwintetu i sekstetu) i perkusista Albert Karch (tu przede wszystkim znakomite płyty z Wojciechem Jachną i Grzegorzem Tarwidem). Jedynym mniej naszej publiczności znanym nazwiskiem jest tu grający na kontrabasie włoch Luca Curcio, muzyk mający w dorobku m.in. grę w stylizującym się na starą szkołę swingu i jazzowych songów Accordi Disaccordi czy też w jazz-funkowym trio Andrei Manzoniego. I on jednak w nowym dla siebie otoczeniu odnalazł się z powodzeniem.
Minim Experiment jest więc tworem ze wszech miar niewymuszonym i fakt ten nadaje mu znaczącej dozy autentyzmu. Co w muzyce na Dark Matter zawartej najbardziej chyba uderzające, to jej otwarte, mrocznawe brzmienie. Kompozycje, w których pozostawiono mnóstwo wolnej przestrzeni do swobodnej instrumentalnej interakcji sprawiają wrażenie zagranych spontanicznie, prawem poetyckiej zgoła impresji, a z drugiej strony naznaczone są wyraźnym przecież skupieniem i wewnętrzną dyscypliną grających tu muzyków. Czy to z pozycji swoistego zadumania (Between oraz Great Blue Spot), od solowego popisu perkusisty (Scythe Dance) czy też narastającego, tajemniczego kontrabasowego motywu (Pale Blue Dot) utwory rozwijają się naturalnym torem: nie wolniej i nie szybciej aniżeli jest to potrzebne. Swoim tempem zmierzając od rozległych wstępów w kierunku melodii nie zdradzają przy tym potrzeby uwodzenia słuchacza za pomocą tanich chwytów – zaciekawiają atmosferą i złożonością przestrzeni, po której refleksyjne motywy Wójcika, czy to zagłębiając się, znów wypływając na wierzch, się poruszają. Ciemny charakter nadają nisko zawieszone kontrabasowe frazy i takież przebiegi pianina Kamila Piotrowicza, na tle których odbija się czysta gra Alberta Karcha.
Choć Dark Matter to tylko pięć kompozycji i niecałe trzy kwadranse muzyki, tyle wystarczy, by stwierdzić o zindywidualizowanym brzmieniu Minim Experimentu, specyficznym o tyle, że nawet odwołujący się do popularnych ostatnio ludowych inklinacji Scythe Dance wtapia się w obraz albumu jako raczej jego urozmaicenie niż odstępstwo. Czy to eksperyment jednorazowy, czy też początek czegoś większego, czas pokaże, ale podstawa do dalszej pracy jest bardzo solidna.