Pracujemy nad nową odsłoną serwisu. Możesz napotkać drobne błędy edycyjne, które na bieżąco usuwamy. Dziękujemy, że jesteś z nami!

Blues Dream

Bill Frisell - Blues Dream
Wykonawca: Bill Frisell
Skład:

Bill Frisell – electric and acoustic guitars, loops; Greg Leisz – pedal steel, guitar, mandolina; David Pilt – bass; Kenny Wollesen – drumms, percussion; Billy Drewes – alt sax; Ron Miles – trumpet; Curtis Fowlkes – trombone

Data wydania: 16/01/2001
Dystrybutor: Warner Music
Wydawca: Nonesuch
Autor recenzji: Paweł Baranowski

Niespecjalnie lubię ostatnie płyty Frisella. Co innego, te wczesne. I środkowe. Mniam! Palce lizać! Ale jego country i rockowe (?) oblicze mało mi pasowało. Jakby powrócił nieco do czasów sławnego trio wspólną płytą z Hollandem i Jonesem, ale… też mnie nie przekonała. Wstyd się przyznać, ale dopiero niedawno wpadła mi w ręce nieco wcześniejsza płyta „Blues Dream”, którą, po recenzjach innych autorów kupowałem „z pewną taką nieśmiałością”.

Do rewelacji z minionych czasów daleko. Jednak ta płyta ma swój czar. Bluesowe sny. Jeśli popatrzeć na otwierający płytę utwór tytułowy – jak najbardziej tak. Miniaturka przywołuje obraz Delty Mississipi, senne obrazy z filmów o południu USA. Potem wchodzi się w ten krąg. Może jakaś Louisiana… A gitary brzmią niekiedy, jakby grał na nich stary Murzyn, przygrywający swoje senne opowieści łanom zbóż, drzewom, jakimś rzekom i… parnocie. W utworze ‘Ron Carter’ niemal wyczuwalne jest gorące, parne popołudnie ze słońcem wysoko prażącym wszystko wokół. I nic się nie chce. Siesta.

Kolejny utwór ‘Pretty Flowers Were Made for Blooming’ wprowadza podwieczorne klimaty. Potem jest wieczorna zabawa w stylu folk, czyli country przy dźwiękach ‘Pretty Stars Were Made to Shine’. ‘Where Do We Go?’ brzmi jak pytanie do dziewczyny podczas tej zabawy – gdzie teraz pójdziemy? Do ciebie? Do mnie? – nie, jest tak piękna noc – zróbmy to pod gołym niebem. Nie dźiwi zatem, że dźwięki ‘Like Dreamers Do’ są zapowiedzią snu, a ‘Outlaws’ jest snem. ‘What Do We Do?’ jest zastanawianiem się nad świtem, nad porankiem. Nie, nie opowiem Wam tego filmu do końca, niech będzie to Waszym odkryciem, znajdźcie tu własną pointę.

Cała płyta brzmi jak bajkowa opowieść o południu USA. Brzmi jak ścieżka dźwiękowa do filmu opowiadającym o jakiejś tajemnicy z Południa. Jeśli się wejdzie w tę konwencję, konwencji tej sprosta – płyta będzie się podobać i będzie się do niej wracać. Zwłaszcza, że w porównaniu z wcześniejszymi countrowymi poczynaniami Frisella jest ubarwiona brzmieniem blach i saksofonu. A że Frisell wyśmienitym aranżerem jest, o tym nie trzeba nawet wspominać. Jedynie, czego szkoda to, że wraz z odejściem Joeya Barona, gdzieś pogubiły się gęste, nietypowe rytmy. Ale – OK!

Reedycja płyty nastąpiła 20/09/2011

Autor: Paweł Baranowski

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jazzarium to jeden z najważniejszych polskich portali poświęconych muzyce jazzowej i improwizowanej, który od wielu lat z pasją dokumentuje najciekawsze zjawiska na polskiej i światowej scenie. Na naszych łamach znajdziesz rzetelne recenzje płyt, wnikliwe wywiady oraz relacje z najważniejszych koncertów i festiwali. Jesteśmy przestrzenią tworzoną przez miłośników dźwięku dla wszystkich tych, którzy w muzyce szukają autentyczności i artystycznej głębi.
Copyright 2026 Jazzarium
REALIZACJA: TV