Mary Halvorson – gitara, Jonathan Finlayson – trąbka, Jon Irabagon – saksofon altowy, John Hébert – kontrabas, Ches Smith – perkusja.
Czasem zdarza się, że gdy bierzemy do ręki nieznaną płytę, widzimy na okładce takie nazwiska, które gwarantują jakość i zapowiadają interesujące przeżycia muzyczne. I nie jest zaskoczeniem, jeśli są to albumy doświadczonych, w tym wypadku, gitarzystów, na przykład: Pata Matheny’ego, Johna Scofielda czy Freda Fritha, a więc muzyków z długim stażem. Jednak gdy wpadnie nam w ręce najnowszy album gitarzystki 31-letniej i wtedy pomyślimy: „To będzie coś!”, to jest sytuacja niebywała.
Mary Halvorson. W Polsce można ją było usłyszeć już kilkakrotnie, w różnych projektach. Pisałam o niej w Jazzarium przy okazji jej występu na tegorocznym WSJD – i w sumie tam też umieściłam powody, dla których jej najnowszy album (drugi wydany w tym składzie) jest wart poznania, nie ma sensu robić tu ctrl-c, ctrl-v, zapraszam do lektury krótkiego artykułu o tej niezwykłej gitarzystce.
Odsyłam tam Państwa nie z lenistwa, tylko z niemocy – stanu, w którym ta muzyka mnie pozostawia, ilekroć jej słucham. Niezwykła lekkość, z jaką zespół dźwiękowo rozwija nieustannie (to jest: ciągle na nowo przy kolejnych odsłuchach) nieoczywiste kompozycje, jest powalająca. Tym bardziej że zarówno autorka kompozycji, jak i współimprowizatorzy są twórcami młodymi – ale ich wartszat i samoświadomość sugerują raczej wiek panów wymienionych w leadzie.
Dla ostatecznej zachęty mogę tylko napisać kilka słów o pozostałych muzykach i dorzucić jeszcze „kilka” nazwisk…
Johnatan Finlayson – trębacz, urodzony w Oakland w Kalifornii, absolwent The New School for Jazz and Contemporary Music, pracuje w Nowym Jorku. Grał u boku: Vona Freemana, Butcha Morrisa, Steve’a Colemana, Nasheeta Waittsa, Jasona Morana, Vijaya Iyera, Tomasa Fujiwary, Steve’a Lehmana…
Jon Irabagon – saksofonista, pochodzi z Chicago, pracuje w Nowym Jorku. Uczyli go między innymi Roscoe Mitchell, Dave Liebmann, Wynton Marsalis i Evan Parker. W 2008 roku został laureatem Thelonious Monk International Saxophone Competition. Do 2012 roku zaprosili go do wspólnej gry między innymi mistrzowie, u których zdobywał szlify, a poza tym tak zróżnicowani artyści jak: Billy Joel, Wynton Marsalis, Herbie Hancock, Joey DeFrancesco, Tom Harrell, Kenny Barron, Kenny Wheeler, Renée Fleming, Lou Reed, Barry Altshul i Evan Parker… Do tej pory ukazały cztery płyty sygnowane jego nazwiskiem. Na albumie Halvorson zachwycił mnie szczególnie rytmiczną i brzmieniową opozycją wobec reszty zespołu, w siódmej minucie numeru czwartego.
John Hébert – kontrabasita. Urodził się w Nowym Orleanie, pracuje w Nowym Jorku. Współpracował ściśle z Andrew Hillem, od 2001 roku aż do jego śmierci. Poza tym grał u: Lee Konitza, Paula Motiana, Uriego Cane’a, Marca Coplanda, Johna Abercrombiego i Marii Schneider. Jego debiut w roli lidera nadszedł w 2009 roku z albumem „Byzantine Monkey” (Firehouse 12) – również z doborowym składem.
Ches Smith – nowojorski drummer, regularny współpracownik Halvorson w kilku bandach, poza tym grał u: Tima Berne’a, Johna Zorna czy Treya Spruance’a czy Marca Ribota. Od kilku lat prowadzi własny projekt, który gościł 13 lipca br. na WSJD. Rozpoczął przygodę jako kompozytor.
Zakręciło mi się w głowie od tych nazwisk. Kończąc: w tej chwili przyszło mi na myśl jedno, dość odległe, skojarzenie – dotyczy Raphaela Rogińskiego. Jeżeli ktoś nie zna muzyki Mary Halvorson, ale za to zna Rogińskiego i lubi jego zakręconą wolność rytmiczną i niezwykłą relację muzyka z gitarą, zarówno brzmieniową, jak i fizyczną, ten zapewne polubi album „Bending Bridges”.