Wojciech Staroniewicz – tenor saxophone; Przemek Dyakowski – tenor saxophone; Darek Herbasz – baritone saxophone; Irek Wojtczak – tenor and soprano saxophone; Dominik Bukowski – marimba, vibraphone, kalimba; Janusz Mackiewicz – bass; Adam Czerwiński – drums, udu drum, african cowbell; Larry Okey Ugwu – afrikan percussion (bass djembe, osha, chekere, agogo, ekwe); Sławomir Berny percussion (darabuka, bongos, marakas, shaker, cabasa, cowbell)
Łączenie wpływów afrykańskich z różnymi gatunkami muzycznymi nie jest pomysłem nowym, a wśród muzyków trójmiejskich można je uznać za pewnego rodzaju trend – od kilku lat pojawiają się tu grupy z różnym skutkiem pragnące uchwycić tkwiącego w brzmieniu czarnego lądu ducha i natchnąć nim własną twórczość. Album A’Freak-aN Project sopockiego saksofonisty Wojciecha Staroniewicza w pewnym stopniu w tę modę się wpisuje.
W jego nagraniu udział udział wzięło aż dziewięciu muzyków, i żaden z nich nie znalazł się tu przypadkiem: śmiało można powiedzieć, że jest to śmietanka trójmiejskich jazzmanów. Po nonecie złożonym z czterech saksofonistów (trzy tenory i baryton, jedynie Irek Wojtczak gra czasem na sopranie), trzech perkusjonalistów, oraz Janusza Mackiewicza na basie i Dominika Bukowskiego (który tym razem użył odpowiednio „egzotycznego” instrumentarium: poza wibrafonem gra na kalimbie i marimbie) można się było spodziewać mocnego uderzenia, gęstych brzmień i aranżacji tymczasem… nie do końca to właśnie otrzymujemy. Nie ma tu siły aż tak licznego ensemble’u (a szkoda) ani nasycenia dźwięków o stopniu równym nasyceniu przepięknej okładki albumu kolorami.
W zamian otrzymujemy siedem z gruntu jazzowych kompozycji Wojciecha Staroniewicza, o melodyce i rytmie mniej lub bardziej kojarzących się z Afryką. W pogodnym, otwierającym album utworze Asale echa afrobeatu czy Art Ensemble Of Chicago z czasów „Coming Home Jamaica” są jeszcze wyraźne, w kolejnych jednak wpływy afrykańskie istnieją już jako budulec pozostający gdzieś z boku lub w tle kompozycji o prowieniencji jazzowej w bardziej klasycznym ujęciu tego terminu. Przestrzenność i tajemniczość, której nadaje użycie licznych perkusjonaliów działa tu nie jako wartość sama w sobie, a raczej w służbie jazzowych ballad (Dingane i Chenzira). Istotniej niż one do głosu dochodzi Dominik Bukowski, który poza nadawaniem swą grą owej przestrzeni popisuje się kilkoma bardzo dobrymi partiami solowymi (Utni). Sekcja dęta natomiast perfekcyjnie wywiązuje się z zadania gry unisono, co dodaje utworom z jednej strony życia (Muchaneta) z drugiej zaś – refleksyjności (Chenzira).
Cały materiał broni się i ma w sobie pewną ciekawostkę, i choć mało tu rozbuchania Afryki, to chyba nie o to autorowi chodziło. Zamiast siląc się na nagranie w stu procentach autentycznie afrykańskiego albumu w środkowej Europie (co przy udziale tylko jednego rodowitego nigeryjczyka jest zwyczajnie niemożliwe) Wojciech Staroniewicz wplatając elementy pierwotnej siły gorącego kontynentu stworzył udaną jazzową płytę.