Pracujemy nad nową odsłoną serwisu. Możesz napotkać drobne błędy edycyjne, które na bieżąco usuwamy. Dziękujemy, że jesteś z nami!

Hank Jones – wielki jazzowy pozytywista.

jones

Historia jazzu przepełniona jest nietuzinkowymi osobistościami, ich szaleńczym życiem i często efektownymi upadkami. Jeszcze więcej jednak niż jazzowych romantyków było, jest i prawdopodobnie będzie jazzowych pozytywistów, którzy sławę postaci tragicznych zamienili na pracę u podstaw a biografię na dyskografię. Hank Jones jest jednym z nich.

 

To jeden z najbardziej dystyngowanych i eleganckich pianistów w całej jazzowej historii. W jego biografii brakuje dramatycznych zwrotów akcji, skandali, trupów i tajemnic. Panuje tu raczej nastrój nabożnego skupienia. Hank Jones, najstarszy z siedmiu dzieci diakona kościoła baptystów, pierwsze pojęcie na temat muzyki brał z kościoła, gdzie przysłuchiwał się pieśniom gospel. Każdy z jego braci grał na instrumencie muzycznym, Hank wybrał sobie pianino, zainspirowany twórczością Earla Hinesa, Teddy’ego Wilsona, Arta Tatuma i Fatsa Wallera (w latach 70-tych, Jones zaaranżował i dyrygował musicalem opartym na utworach Wallera). W wieku 13 lat grywał już publicznie w lokalach w Ohio i rodzinnym Michigan. W 1944 roku poznał Lucky Thompsona a saksofonista namówił go na przyjazd do Nowego Jorku gdzie, jego zdaniem, działo się wszystko co warte uwagi w muzyce jazzowej. Trudno się z nim spierać, szczególnie z perspektywy historii. Jones dał się namówić, przyjechał autobusem do Harlemu gdzie spotkał Parkera, Gillespiego, Rodneya i Monka. Całą elitę. Grał z „Hot Lips” Page’m w legendarnym dziś klubie Onyx na – równie legendarnej – 52. ulicy.
 
W 1947 roku siedział już na fotelu w autobusie zespołu producenta Verve Records, Normana Granza – Jazz at the Philharmonic jako jedna z gwiazd nowej muzyki – bopu. Be-bop należało obwozić po kraju, by każdy mógł się z nim zapoznać z pierwszej ręki. Jones stał się jedną z ważniejszych postaci nowego ruchu, jednak również jedną z najmniej efektownych. W porównaniu do takich kolegów jak Parker czy Monk, Hank Jones nie miał czego szukać jeśli szło o efektowność. W Nowym Jorku grał z Howardem McGhee, Colemanem Hawkinsem, Ellą Fitzgerald, Billym Eckstinem. Wziął również udział w sesji nagraniowej „Birda” z 1952 roku na album „Now’s the Time”. Jones gra m.in. w „The Song is You”. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że na perkusji zagrał Max Roach.

 

W międzyczasie został regularnym pianistą wytwórni Savoy; na początku lat 50-tych, Jones był członkiem grup Benny’ego Goodmana i Artiego Shawa. Wydawać by się mogło, że pianista żyje życiem gwiazdy; występuje z najważniejszymi ówczesnymi postaciami jazzu, współtworzy jeden z najbardziej wpływowych jego odłamów i nagrywa z żyjącymi legendami, otoczonymi już wtedy aurą wielkości. A jednak Jones jest dowodem na to, że to wszystko za mało i nie wystarcza. Jones musiał zarabiać – w latach 70-tych pracował jako pianista telewizyjny w programie CBS. Przygrywał m.in. Frankowi Sinatrze w programie Eda Sullivana. 19 maja 1962 roku aktorka Marilyn Monroe zaśpiewała „Happy Birthday Mr. President” Johnowi F. Kennedy’emu, rozogniając plotki o jej romansie z głową państwa jak również udowadniając, że prezydent Stanów Zjednoczonych może być bohaterem popkultury. Obraz śpiewającej Monroe jest zbyt silny; mało kto pamięta dziś, że aktorce przygrywał do śpiewu pianista be-bopowy, Hank Jones.
 
Lata 80. Jones spędził na nagrywaniu duetów, m.in. z Tommym Flanaganem i Johnem Lewisem, a także założył grupę Great Jazz Trio (nazwa jak ulał) z Ronem Carterem i Tonnym Williamsem. Skład tria zmieniał się, w następnych latach Jonesowi towarzyszył Eddie Gomez i Al Foster, później zastąpiony Jimmym Cobbem. Jednak najważniejszą pracą – czy może lepiej: najgłośniejszą – była płyta nagrana w duecie z kontrabasistą Charliem Hadenem, „Steal Away” z 1995 roku, która zdobyła pianiście nawet statuetkę Grammy. Nie żeby takie „wyróżnienie” świadczyło o jakości artystycznej nagrania; chodzi tu raczej o skalę oddziaływania albumu i docenienie go nawet przez szeroki przemysł muzyczny.
 

Do końca życia Jones pozostawał nadzwyczaj aktywnym muzykiem. Występował na płytach Diany Krall, Christiana McBride’a czy Joe Lovano. Doczekał jeszcze premiery drugiego duetu z Hadenem, „Come Sunday”. Pieśni gospel, które wykonuje duet, brzmią jakby zostały wzięte z kościoła baptystów niż ze szkółki niedzielnej. Repertuar i tytuł tej pracy opowiadają o niedzielnych tradycjach kościelnych wśród czarnoskórej ludności południowej części Stanów Zjednoczonych. Niedziela to czas święta, zawieszenia pracy i odpoczynku.
 
Hank Jones zmarł w swoim mieszkaniu na Manhattanie w wieku 91 lat. Jego biografia jest nudnawa, nie jest mi znana żadna biografia tego pianisty (gdyby komuś była znana, proszę o cynk!), nie nadaje się na bohatera filmu. Jego biografia jest nudna, ale dyskografia obejmuje ponad 60 własnych albumów. Liczba płyt na których wystąpił jako sideman jest niemożliwa do policzenia.

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jazzarium to jeden z najważniejszych polskich portali poświęconych muzyce jazzowej i improwizowanej, który od wielu lat z pasją dokumentuje najciekawsze zjawiska na polskiej i światowej scenie. Na naszych łamach znajdziesz rzetelne recenzje płyt, wnikliwe wywiady oraz relacje z najważniejszych koncertów i festiwali. Jesteśmy przestrzenią tworzoną przez miłośników dźwięku dla wszystkich tych, którzy w muzyce szukają autentyczności i artystycznej głębi.
Copyright 2026 Jazzarium
REALIZACJA: TV