Pracujemy nad nową odsłoną serwisu. Możesz napotkać drobne błędy edycyjne, które na bieżąco usuwamy. Dziękujemy, że jesteś z nami!

Broken Shadows

a4041403421_16

Po wysłuchaniu albumu supergrupy Broken Shadows i rozmowie, którą miałem przyjemność przeprowadzić z saksofonistą i flecistą Chrisem Speedem, dochodzę do wniosku, że nierzadko kluczem do sukcesu w muzyce i pewnie nie tylko w muzyce, jest czerpanie radości z tego, co się robi. Tymczasem artyści wymyślają skomplikowane koncepty i szukają nowych rozwiązań. Chwała im za to, bo gdyby nie to, muzyka nie rozwijałaby się w takim tempie. Ale bywa i tak, że przesłania to to, co najważniejsze. A przecież czasami wystarczy radość i entuzjazm, którego tak bywa, że brakuje w tych bardziej, wydawałoby się na pierwszy rzut oka, ambitnych dziełach. Oczywiście to pozytywne nastawienie musi być poparte odpowiednimi umiejętnościami czy doświadczeniem, ale tego z pewnością nie brakuje saksofoniście Timowi Berne’owi, Chrisowi Speedowi, basiście Reidowi Andersonowi i perkusiście Dave’owi Kingowi.

Mam wrażenie, że wymienieni artyści z radością przystąpili do nagrania tego albumu. W muzyce da się wyczuć luźną atmosferę i niczym nieskrywaną przyjemność z grania utworów, które zapewne ukształtowały występujących tu muzyków. Nazwa zespołu i płyty nawiązuje do albumu Ornette’a Colemana z 1982 roku, który zawierał archiwalne nagrania z początku lat 70. Są też utwory z jednego z najważniejszych dzieł w dorobku legendarnego saksofonisty zatytułowanego „Science Fiction”. Z tego albumu pochodzą „Street Woman” oraz  „Civilization Day”.

Ponadto panowie artyści sięgają po nagrania Juliusa Hamphilla, Deweya Redmana i Charliego Hadena, którzy na różne sposoby mieli styczność z Ornettem Colemanem. Ten ostatni zresztą występował z nim na “The Shape Of Jazz To Come”, “This Is Our Music”, czy epokowym “Free Jazz”. A Julius był też ważną postacią dla Tima Berne’a, bo sporo dowiedział się od niego na temat gry na saksofonie.

Muzyczne założenia dla Broken Shadows są proste. Żadnych koncepcji, własnych utworów i skomplikowanych wizji artystycznych. Chodzi o to, żeby grać w zgodzie ze sobą i sięgać po ulubione motywy czy melodie z dorobku tych najważniejszych. Przy okazji Berne, Speed, Anderson i King sprawiają tym przyjemność nie tylko sobie, ale też swoim słuchaczom. To odświeżające spojrzenie na dorobek Ornette’a Colemana i jego muzycznych krewnych. I choć nie ma w tym niczego, czego nie słyszeliśmy wcześniej, to i tak radość z obcowania z tą wyjątkową muzyką jest bardzo duża.

 

Autor: Piotr Wojdat

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jazzarium to jeden z najważniejszych polskich portali poświęconych muzyce jazzowej i improwizowanej, który od wielu lat z pasją dokumentuje najciekawsze zjawiska na polskiej i światowej scenie. Na naszych łamach znajdziesz rzetelne recenzje płyt, wnikliwe wywiady oraz relacje z najważniejszych koncertów i festiwali. Jesteśmy przestrzenią tworzoną przez miłośników dźwięku dla wszystkich tych, którzy w muzyce szukają autentyczności i artystycznej głębi.
Copyright 2026 Jazzarium
REALIZACJA: TV