Arto Lindsay – guitar; Joe McPhee – alto and tenor saxophone, pocket trumpet; Ken Vandermark – tenor and baritone saxophone, clarinet; Phil Sudderberg, drums.
“Largest Afternoon” to album, który na światło dzienne wypuściła wytwórnia Corbett vs. Dempsey. To także wydawnictwo książkowe i galeria sztuki w Chicago, a więc doskonałe miejsce do realizowania pomysłów artystycznych. W środowisku tym doskonale odnalazł się kwartet, na którego czele, ale chyba tylko na piśmie, stoi gitarzysta Arto Lindsay.
Do Lindsaya dołącza Joe McPhee na trąbce kieszonkowej oraz saksofonie altowym i tenorowym, Ken Vandermark na saksofonie tenorowym i barytonowym oraz klarnecie i Phil Sudderberg na perkusji. Pewnego lutowego popołudnia w Experimental Sound Studio w Chicago oddali się improwizacji. Swobodnej, wyrazistej i z przymrużeniem oka. Fani Kena Vandermarka i Joe McPhee powinni być z tego spotkania zadowoleni. W dynamicznych i hałaśliwych momentach przypomina to nieco nagrania Vandermarka z Lean Left. Nie ma tu jednak aż takiej siły rażenia. Być może dlatego, że w Lean Left występowało dwóch gitarzystów zespołu The Ex, a na “Largest Afternoon” mamy do czynienia z jednym – Arto Lindsayem. Trzeba jednak przyznać, że ten wszechstronny artysta, który odnajduje się zarówno w piosenkowych projektach inspirowanych dokonaniami brazylijskich wykonawców nurtów tropicalia, bossa nova i Musica Popular Brasileira, nie ma żadnych problemów, żeby na tej czy innej płycie grać ostro jak brzytwa i generować świdrujący gitarowy hałas.
Są też na tej płycie momenty spokojniejsze. W utworze tytułowym Vandermark i McPhee przypominają o swoich lirycznych ciągotach i umiejętnościach tworzenia ładnych linii melodycznych. Niezależnie jednak od tego, czy zespół idzie w kierunku żarliwych improwizacji, czy eksperymentuje z brzmieniem i barwą dźwięku, dobrze sprawdza się perkusista Phil Sudderberg w roli kogoś, kto próbuje okiełznać wesołą twórczość swoich kolegów. W moim przekonaniu tej wesołej twórczości jest na “Largest Afternoon” trochę za dużo kosztem muzycznego konkretu. Jednak i tak warto zapoznać się z tym albumem, bo momentów godnych uwagi jest jednak więcej.