Build a Nest (feat. Ruby Parker)
Jeff Parker – perkusja, wokal, fortepian, gitara elektryczna, Korg MS20
Ruby Parker – wokal
C’mon Now
Jeff Parker – sampling
Fusion Swirl
Jeff Parker – gitara elektryczna, gitara basowa, samplers, perkusja, wokal
After the Rain
Paul Bryan – gitara basowa
Josh Johnson – pianino cyfrowe
Jeff Parker – gitara elektryczna
Jamire Williams – perkusja
Metamorphoses
Jeff Parker – glockenspiel, sequencer, sampler, Korg MS20
Gnarciss
Paul Bryan – gitara basowa
Josh Johnson – saksofon altowy
Katinka Kleijn – wiolonczela
Rob Mazurek – trąbka piccolo
Makaya McCraven – perkusja, sampler
Jeff Parker – gitara elektryczna, JP-08, sampler, midi strings
Lydian, Etc
Paul Bryan – gitara basowa
Jeff Parker – gitara elektryczna, pandeiro, midi programming, etc.
Del Rio
Paul Bryan – gitara basowa
Jeff Parker – gitara elektryczna, mbira, sampler, Korg MS20, perkusja, pianino cyfrowe
3 for L
Jay Bellerose – perkusja
Jeff Parker – gitara elektryczna, Korg MS20
Go Away
Paul Bryan – gitara basowa, wokal
Makaya McCraven – perkusja
Jeff Parker – gitara elektryczna, wokal, sampler
Max Brown
Paul Bryan – gitara basowa
Josh Johnson – saksofon altowy
Jeff Parker – gitara, Korg MS20, JP-08
Nate Walcott – trąbka
Jamire Williams – perkusja
Tortoise, którego członkiem jest gitarzysta Jeff Parker, był jednym z najbardziej twórczych i oryginalnych zespołów lat 90. Wszystkie płyty wydane do 2000 roku włącznie wnosiły powiew świeżości nie tylko do dyskografii chicagowskiej grupy, ale i szerzej – do muzyki w ogóle. Grupa miała na tyle dobrą passę w tamtym okresie, że nawet 4-płytowy box “A Lazarus Taxon” zbierający mniej znane nagrania i remixy, jest fascynujący. Z tego względu przez wiele lat traktowałem Jeffa Parkera przede wszystkim jako gitarzystę tej znakomitej grupy, a wszelkie jego poboczne projekty zapewne niesłusznie pozostawały w cieniu dorobku macierzystej formacji. Trzeba sobie jednak jasno powiedzieć, że od 2000 roku Tortoise nie nagrali już nic godnego uwagi poza zaledwie niezłym “Beacons of Ancestorship”. A ostatni ich album z 2016 roku “The Catastrophist” adekwatnie do tytułu jest po prostu… katastroficzny.
Na ratunek przychodzi nam jednak Jeff Parker, którego dorobek obfituje już przecież w bardzo udane wydawnictwa i jest ważną postacią amerykańskiego jazzu i muzyki improwizowanej. Tak się jakoś składa, że ostatnie spośród nich, które są sygnowane imieniem i nazwiskiem gitarzysty, należą do tych najbardziej osobistych. Omawiana przeze mnie “Suite for Max Brown” to kontynuacja “The New Breed” i coś na kształt drugiej odsłony sagi rodzinnej. Poprzednie wydawnictwo było hołdem dla zmarłego ojca Parkera, a najnowszy album upamiętnia mamę artysty.
“Suite for Max Brown” nie jest jednak przygnębiającą płytą, która odzwierciedla cierpienie i smutek związany ze stratą. Często jest tak, że na tego typu albumy trzeba się mentalnie przygotować, bo artysta decyduje się na to, żeby dać pełny wyraz swojemu cierpieniu. To zrozumiałe. Ale Jeff Parker nie zalicza się do tego grona artystów, u niego zazwyczaj górę bierze kreatywność i pomysłowość. Tak też jest i tym razem.
Nie ma chyba większego sensu, żeby rozkładać na czynniki pierwsze najnowszy album gitarzysty i wymieniać jednym tchem style, do których nawiązuje. Muzyka na nim zawarta to kolaż inspiracji, sampli, muzyki organicznej i nowoczesnych brzmień. Metoda ta przypomina to, co Tortoise zrobili w słynnym utworze “Djed”, czy to, co czyni jego kolega z wytwórni International Anthem, Makaya McCraven i który występuje na “Suite for Max Brown”. Znakomitych gości jest zresztą tutaj od groma włącznie z córką artysty Ruby Parker.
“Suite for Max Brown” to bardzo ciekawy hołd z muzyką, która nastraja pozytywnie i jest na tyle przystępna, że powinna spodobać się nie tylko fanom jazzu i muzyki improwizowanej. To autorska wypowiedź Jeffa Parkera, który udowadnia, że wciąż jest artystą twórczym i kreatywnym, a efekty tego są więcej niż zadowalające.