Pracujemy nad nową odsłoną serwisu. Możesz napotkać drobne błędy edycyjne, które na bieżąco usuwamy. Dziękujemy, że jesteś z nami!

Ceremony

Dave-Liebman-Ceremony
Wykonawca: Dave Liebman
Skład:

Dave Liebman: tenor and soprano saxophones, wooden flute; Willy Rodriguez: drum set, percussion; Paolo Stagnaro: congas, batá, cajón, percussion, Iyá (1); Gabo Lugo: congas percussion, Itótele (1); Marcos López: timbales, percussion, Okónkolo (1); Oscar Stagnaro: electric bass

Data wydania: 28/12/2015
Dystrybutor: Chesky
Wydawca: Chesky Records
Autor recenzji: Paweł Baranowski

Albo się starzeję, albo… Stop. Tak, czy inaczej zdanie będzie prawdziwe. Podobnie jak prawdziwe są zdania: Dave Liebman niezasłużenie nie jest wystarczająco doceniony, nagrał w swoim życiu co najmniej kilka bardzo ciekawych płyt, jak i niewiele o nim, tak na prawdę, wiemy.

Wiemy, że był saksofonistą w zespołach Davisa pierwszej połowy lat 70 ubiegłego wieku. Wiemy, że był uważany za zapatrzonego w Coltrane’a. Wiemy… No właśnie. Teraz ręka w górę: ilu z nas przesłuchało przynajmniej kilka płyt firmowanych przez niego, pochodzących z różnych lat jego rozwoju. Jakoś lasu rąk nie widzę. Może to i lepiej, bowiem chciałbym Wam przedstawić nagranie – no nie powiem, że zjawiskowe – po prostu bardzo, ale to bardzo dobre.
W wielu swoich projektach, Liebman był kojarzony z muzyką fusion. W innych z akustycznym, niemalże nawiązaniem do cool. Kojarzycie go z muzyką kubańską? Przyznam, że pośród owych rąk wyciągniętych w górę w odpowiedzi na wcześniej postawione pytanie, mogła by się znaleźć i moja. Niemniej jednak Liebman i Kuba raczej mi się nie kojarzą.

 

„Ceremony” to płyta z udziałem muzyków kubańskich. To także nagranie, gdzie kubańskie rytmy mają dużo do powiedzenia. Właśnie: rytmy, a nie muzyka kubańska, z jej harmoniami, specyficzną śpiewnością i witalnością. Samb tu nie znajdziecie. Jest natomiast mnóstwo rytmu. Tego czarno-latynowskiego rytmu, gdzie niemal każdy Polak gubi się z podziałami. Gdzieś to jest etniczne do szpiku kości. Gdzieś odczuć można, że to muzyka grana przez osoby, które doskonale wiedzą co grają. Grają bowiem muzykę, w której się wychowali. Przeniknęli nią. Tym niemniej ta warstwa tego nagrania, to wyłącznie rytm. Gdzieś z dalekich Karaibów, z wysp i wysepek. Niemal jak jakiś obrzęd voodoo (bo nic innego do głowy mi nie przychodzi). Do tego Liebman. Swobodny, kompletnie z innych kręgów. Tym akurat blisko modlitewnemu żarowi improwizacji późnego Coltrane’a. Jednak Liebman, to Liebman – stary druh, który niczego już nie musi udowadniać. W szczególności tego, że jazz zna. Przesiąkł nim do szpiku kości. Potrafi improwizować, potrafi mówić do nas, do miłośników jazzu, tym językiem, który nam jest szczególnie bliski.
I bliską winna być nam ta muzyka. Żarliwa, uduchowiona, a z drugiej strony nie bardzo sięgająca do tzw. idiomu jazzu. Do mainstreamowych brzmień, które znane są nam do szpiku kości.
Gorąco polecam, zwłaszcza, że za dźwiękową doskonałość nagrania odpowiada Chesky Records.

Autor: Paweł Baranowski

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jazzarium to jeden z najważniejszych polskich portali poświęconych muzyce jazzowej i improwizowanej, który od wielu lat z pasją dokumentuje najciekawsze zjawiska na polskiej i światowej scenie. Na naszych łamach znajdziesz rzetelne recenzje płyt, wnikliwe wywiady oraz relacje z najważniejszych koncertów i festiwali. Jesteśmy przestrzenią tworzoną przez miłośników dźwięku dla wszystkich tych, którzy w muzyce szukają autentyczności i artystycznej głębi.
Copyright 2026 Jazzarium
REALIZACJA: TV